Zabójcza rutyna

Chyba nie ma osoby ze spektrum autyzmu, która nie kochałaby rutyny. Jednak powtarzalność ma też swoją ciemną stronę.

Z jednej strony rutyna pozwala uniknąć nadmiaru bodźców i podejmowania milionów dodatkowych decyzji dziennie, które osoby neurotypowe podejmują z automatu. Co zjeść na śniadanie? Co będę robić popołudniu? Którą książkę przeczytać? Jak wybrać ser żółty, czy ten będzie lepszy, czy może inny? A jak inny będzie niesmaczny? Oczywiście każda decyzja powoduje dodatkowy stres, bo skąd mam wiedzieć czy wybieram dobrze?

Rutynowe aktywności porządkują ten chaos. Wiadomo, że na śniadanie zjem to co wczoraj, a ser kupię taki sam jak ostatnio. I dwa problemy z rana mniej. Wiem jak zacznę dzień: po śniadaniu wypiję kawę, a potem zabiorę się za pracę. Rutyna pozwala mi poświęcić zasoby na ogarnianie innych rzeczy – tych, które pojawiają się po raz pierwszy lub wymagają wzmożonej czujności.

Jednak w ten sposób rutyna zamyka również możliwości poznawania nowych rzeczy. Wciąż działam tak samo, co mnie finalnie nudzi. Wciąż wybieram to samo, co finalnie sprawia, że pula rzeczy akceptowalnych lub tych, które polubię, się nie rozszerza. Cały czas kręcę się w obrębie tego samego. Zamykam się w zaklętym kręgu to lubię, nie zauważając, że inne rzeczy, które będą mi się podobać, są poza jego granicami.

Drugim minusem jest z pewnością bagaż emocji związanych z poszczególnymi aktywnościami czy wydarzeniami. Wróciłam właśnie z krótkiego urlopu. Odpoczęłam, poznałam nowe miejsca, zakochałam się w nowych lasach i jeziorach. Przyjechałam do domu i od razu spadło na mnie wszystko to, przed czym staram się na co dzień bronić. Tysiące spraw do załatwienia, obowiązki zawodowe, opieka nad zwierzakami, lęk przed codziennością, sąsiedzi, urzędy, zakupy – ot, zwykłe piekiełko każdego dnia.

Wraz z tym spadły na mnie emocje, które są powiązane w mojej głowie z każdym z tych wydarzeń. Przed wyjazdem trudno mi było wstać z łóżka. Zmęczenie i niechęć do zaczynania dnia pełnego zobowiązań były ogromne, a w powiązaniu z depresją – nie do ogarnięcia. Teraz, mimo że jestem wypoczęta i tych obowiązków mam mniej, czuję to samo zmęczenie co wtedy. Jakby było dołączone w pakiecie do mebli, pomieszczeń, miejsca czy zachowania. Umysł błyskawicznie wskakuje na poprzednie tory i nijak nie umiem mu wytłumaczyć, że teraz jest inaczej. Tak jak na początku miesiąca marzę o tym, by od tego uciec, chociaż wiem, że jestem w stanie sobie z tym poradzić.

Im bardziej grzęznę w rutynie, tym trudniej mi z niej wyjść. Taka życiowa pułapka. To, czego potrzebuję do życia, zamienia to życie w jałową papkę pełną nudy i odbiera mi siły do mierzenia się z codziennością.

Z jednej strony chcę wrócić do domu i poczuć to bezpieczne, znane otoczenie. Z drugiej, moje bezpieczne miejsce utrudnia mi życie. Paradoks.

Jedna myśl na temat “Zabójcza rutyna

Dodaj własny

  1. Myślę że rutyna w ASD a rutyna dnia codziennego, to zupełnie inne sprawy. To drugie, nie bez powodu nazywane „kieratem” jest formą przymusu zewnętrznego, natomiast rutyna (ASD) pozwala zmniejszyć napięcie emocjonalne. No i jeszcze to, że rutyna rutynie nierówna. Na przykład każdy ma w pracy do czynienia z planem czy grafikiem. Ktoś powie: „fajnie, bo As ma rytm dnia”. Guzik prawda… to nie jest MÓJ grafik czy plan i „się nie liczy”. To taki paradoks jak fakt, że sporo osób ze spektrum jest naukowcami, nauczycielami czy psychologami, mimo że ma problemy w kontaktach społecznych. Ale to kontakt zawodowy, wyuczony.
    Dlatego rutynę dnia codziennego dobrze oddaje słowo „kierat”, w który trzeba się zaprząc i pokręcić. I wtedy dobre są rutyny, by poradzić sobie z kieratem.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑