Jeżeli twoje działania nie są produktywne, to znaczy, że jesteś nikim.
Żyjemy w kulturze zapierdolu i osiągnięć – coraz częściej się o tym mówi i pisze. I coraz częściej w kontekście depresji, która pojawia się, gdy nie jesteśmy w stanie nadążyć za wymaganiami społecznymi i tempem życia. Wartościowy jest ten kto osiąga: zdobywa tytuły i stanowiska, kroczy twardo wytyczoną ścieżką kariery, jest produktywny, ubrany zgodnie z najnowszymi wymogami mody, doskonale łączy życie rodzinne z zawodowym i jeszcze wszystko wychodzi mu perfekcyjnie.
Taką wizję zafundowało mi społeczeństwo. W taką wizję wierzyłam latami, starając się sprostać kolejnym, neurotypowym wymaganiom i kolejno zaliczając depresję za depresją i ataki paniki, gdy okazywało się, że jednak mnie to przerasta (wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego, myślałam, że nie jestem wystarczająco dobra).
Diagnoza Zespołu Aspergera trochę przewartościowała mi świat. Okazało się, że świat w którym żyję nie jest moim światem. W moim reguły są inne.
Teraz codziennie próbuję się nauczyć od nowa, że człowiek jest wartościowy bez względu na to co robi, ile godzin spędza w pracy i jakie ma tytuły przed nazwiskiem. Uczę się, że głaskanie kota jest tak samo ważne, jak zamykanie dużych projektów, plewienie grządki równa się międzynarodowej konferencji, a oglądanie serialu czy granie na komputerze to po prostu autystyczny sposób na relaks i oderwanie od świata, a nie marnowanie cennego czasu.
Uczę się nie realizować wszystkiego z nieskończonej listy „to do”, którą mam cały czas w głowie. Ignorować drobiazgi, które i tak nic nie zmienią, a mogą poczekać – nie muszę ich zrobić tu i teraz. Żyć w czasie teraźniejszym, a nie w przyszłości (co ja jeszcze mam do zrobienia? Może zrobię wcześniej, to będę mieć potem wolne). Dawać sobie prawo do odpoczynku i leniuchowania. Nie musieć spędzać każdej chwili produktywnie i po to, by osiągnąć jakieś efekty.
Najtrudniejsza jest zmiana myślenia. Budzę się rano z nastawieniem co ja mam dzisiaj do zrobienia? Gdy próbuję pomarnować trochę czasu, zaraz zapala mi się w głowie czerwona lampka z dzieciństwa i wcześniejszej kariery zawodowej – przecież można zrobić coś konstruktywnego w te kilka chwil! Mam problem z wypoczywaniem w tygodniu, gdy wszyscy inni pracują- czuję, że jakoś tak nie wypada. Łapię się na tym, że ciągnę zawodowe sprawy do upadłego, ignorując to, że już nie mam siły. Powoli uczę się mówić stop w takich sytuacjach, ale nie jest łatwo. Kilkadziesiąt lat praktyki trudno wykorzenić w dwa miesiące.
Jednak mam przekonanie, że to dobra droga. Że głaskanie kota też jest ważne, bo daje moim futrom miłość, radość i przyjemność. To fajnie, że mogę je tym obdarować, chociaż nikt mi za to nie zapłaci i nie zdobędzie mi to podziwu i szacunku w szerszych gremiach społecznych.

Cały świat urządziliśmy bez sensu i dalej w to brniemy.
Wczoraj widziałam listę najbardziej szanowanych zawodów w Polsce. I co? Najbardziej poważane są te zawody, które jednocześnie są najgorzej opłacane.
To chyba dlatego, mimo wszystkich tęsknot, tak bardzo cenię sobie mieszkanie na prowincji prowincji (powtórzenie celowe)* Europy.
Polacy lubią przechwalać, że to co Szwed robi przez tydzień, Polak zrobi w dwa dni. Tylko, że Szwed wraca do domu po 9 godzinach, ma siłę i chęć pobyć z rodziną, uprawiać sport czy inne hobby, i żyje do 80-90lat.
A Polak wraca po 12-14 godzinach i potem już nie ma siły na nic. Umiera około sześćdziesiątki.
Młodsze pokolenie już wie, że nie ma obowiązku brać udziału w wyścigu szczurów. I bardzo dobrze.
*Szwecja wg mnie jest prowincją Europy, a ja mieszkam daleko od największych miast, więc na prowincji. 😉
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Wydaje mnie się, że źródłem poczucia nieadekwatności w obszarze produktywności jest dla nas (no przynajmniej dla mnie) nie jakieś tam lenistwo bycie niewystarczającym itd tylko brak potrzeby konkurowania i wygrywania. Coś co się promuje w kulturze mocno bo pozwala zwiększać efektywność a większość ludzi lubi to uczucie bycia naj, porównywania się z innymi i wyciągania wniosku że się jest lepszym. Próbowałam latami dopasować się, wzbudzić w sobie tego ducha walki wiedząc że to przełoży się na sukces ekonomiczny a nawet społeczny co da jakieś tam poczucie bezpieczeństwa, zmniejszy poziom lęku. Jest to forma dopasowania ale nigdy nie poczuje w sobie tej potrzeby konkurowania i zwyciężania. Wszystko co robię dobrze, w czym jestem dobra, robię bo lubię, bo jestem ciekawa, bo chce być w tym ekspertem. I cieszyłoby mnie mieć innych ekspertów do rozmowy, moc wspólnie realizować pasje a nie rywalizować. Tak samo mam w bieganiu i tutaj to najbardziej mi się uwidoczniło. Nie znoszę się ścigać choć lubię pracować nad tym żeby być coraz lepsza, mieć coraz lepsza wydolność, siłę, a prędkość to akurat najmniej 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba