Światowstręt

(Nie mylić ze światłowstrętem)

Tym, co mnie najbardziej męczy i najbardziej drenuje moje siły i chęć do życia, są wszystkie drobne pierdółki, które atakują co chwilę.

Wystarczy otworzyć skrzynkę pocztową, odebrać telefon, otworzyć drzwi. Ktoś, coś zawsze będzie chciał. Pojawi się kolejna rzecz do zrobienia, chociażby drobna, ale jednak. Przelew. Dokument do wypełnienia. Nowa faktura. Brak informacji, proszę dosłać. Ciag dalszy korespondencji. Kurier już jedzie. Mleko się skończyło i chleb też… trzeba by kupić. A co na obiad? I kiedy to zrobić? Znowu syf na blacie. Podlać kwiatki. Zawieźć, przywieźć, odwieźć, dowieźć. Podjąć decyzję. Ustalić. Dogadać. Nie zapomnieć.

Co coś załatwię, wpada nowa rzecz. I tak w kółko. Do śmierci.

Pół dnia z głowy. Tym bardziej że takie rzeczy obciążają mnie bardziej niż klasyczna praca. Tam przynajmniej jest konkret – siadasz i robisz zadania od A do Z. Tu codziennie coś wyskoczy. Zaraz. Naraz. Niespodziewanie. Na dobicie.

Marzę o świecie gdzie nie muszę się niczym przejmować. Gdzie ktoś podda mi pod nos. Zdecyduje za mnie. I ogarnie ten codzienny chaos. Chociaż na chwilę, kilka dni, by przestał mnie przygniatać. Wystarczy bowiem przekroczyć próg domu by wszystko zwaliło się na głowę.

Światowstręt. Co rano. Gdy tylko otworzę oczy.

3 myśli na temat “Światowstręt

Dodaj własny

  1. Rozgościłam się na Twoim blogu i czytam sobie. 🙂

    Myślę, że współczesny świat wyjątkowo nie sprzyja osobom neuroróżnorodnym. Owszem, dawniej także istniały spotkania towarzyskie, konwenanse (może nawet silniejsze niż obecnie), ale nie było tylu bodźców. Nie było sklepów z włączoną ciągle muzyką. Wszechobecnego zanieczyszczenia światłem. Presji, żeby być stale online i odpisywać na „już”. Przetworzonej, uzależniającej żywności podnoszącej poziom glukozy i insuliny we krwi (piszę to świadomie jako osoba stosująca dietę ketogeniczną z powodu insulinooporności). Mediów społecznościowych. Powiadomień. Fake newsów. Krótkich filmików psujących zdolność skupienia. Kosmicznych wymagań od lat szkolnych. Ustawicznego podnoszenia kwalifikacji i przekwalifikowywania się. Mnóstwa zajęć dodatkowych dla dzieci. Zajętych usługami godzin, bo „jutro idę na kobido, pojutrze na pasemka, a jeszcze następnego dnia na hybrydy, bo wszystkie kobiety teraz noszą hybrydy”.

    Człowiek neurotypowy nie jest w stanie tego znieść. Depresję mają już nastolatki. Dorośli mają lęki i nerwice. Nie chcą być samotni, ale nie mają czasu na spotkania z przyjaciółmi, bo trzeba odpocząć po tygodniu obowiązków i dbania o siebie w salonach piękności; przecież się należy.

    Nie dziwię się, że ASD jest wykrywane coraz częściej. Pomijając dokładniejsze narzędzia diagnostyczne i większą świadomość, po prostu w tym świecie coraz trudniej wytrzymać. Nie da się już „jakoś” przetrwać, wtapiając się w tłum.

    Spędziłam kilka razy rekolekcje w klasztorze. Cisza, stałe pory modlitw, posiłki w milczeniu przy delikatnej muzyce. Dlaczego świat nie jest taki prosty?

    Polubienie

    1. Ilość bodźców jest taka, że – tak jak piszesz – nie ma siły tego ogarnąć; neurotypowi też są tym zmęczeni!
      Jednak to jak żyjemy zależy też w jakiejś części od nas. Za czym gonimy, a co odpuszczamy. Nie wiem co to kobido, nie robię makijażu, nie maluję paznokci, nie robię hybryd, nie farbuję włosów. Uważam to za rzecz zbędną, jakieś społeczne wymysły co kobieta powinna, a czego nie. Znalezienie siebie w tym wszystkim i umiejętność przeciwstawienia się temu dzikiemu pędowi to krok w stronę zdrowia i spokoju.

      Polubienie

  2. Nie chodzę do fryzjera, kosmetyczki, w czym się da jestem samowystarczalna, ograniczam kontakty, po cóż mi 100 nieistotnych kontaktów. Staram się też dbać o zdrowie żeby nie odwiedzać lekarzy, ale tu już pewnych spraw się nie przeskoczy.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑