Wakacje są idealnym momentem, by oderwać się od codzienności i zastanowić nad kilkoma rzeczami.
Tegoroczne też przyniosły nieco przemyśleń i cóż… są chyba zapowiedzią zmian?
Przede wszystkim odpoczęłam po maratonie pierwszej połowy roku. Nowe miejsca. Nowe bodźce. Zachwycająca okolica. I przede wszystkim brak tych wszystkich, codziennych obowiązków podziałały jak najlepsze lekarstwo. Udało się zepchnąć umysł ze starych torów, wyeliminować zakorzenione lęki i naładować baterie. I znaleźć kilka pięknych miejsc, gdzie będę chciała wrócić.







Wyrwanie się z codzienności przyniosło też kilka decyzji i pomysłów na zmiany.
Po prawie dwóch latach odstawiam SSRI (antydepresanty). W sumie nie wiem, czy mają na mnie jakiś wpływ, czy to tylko efekt placebo. Ale po prostu chcę się nauczyć radzić sobie bez nich. Poszukać odpowiedzi w psychologii poznawczej, zaprząc mój mózg do pracy według moich zasad. Wykorzystać kilka trików, by ułatwić sobie mierzenie się z rzeczywistością. Nie chcę całe życie bazować na czymś zewnętrznym wobec mnie. Chcę zdobyć nowe umiejętności, które mi to życie ułatwią i które będzie można zastosować w każdej sytuacji. I nauczyć się z nich korzystać, gdy przyjdzie taka potrzeba.
SSRI mnie rozleniwiało. Nie robiłam nic, bo przecież magiczna pigułka załatwi za mnie wszystko i świat stanie się dobry, przyjazny i do życia. Nie zauważyłam, że tkwienie w tym samym nic nie zmienia. Nie zauważyłam, że magiczne pigułki szczęścia nie istnieją. Nie zauważyłam, że oddanie decyzji jak wygląda moje życie w ręce czegoś innego jest ślepą uliczką.
Na razie działa i nawet są pierwsze sukcesy. Logiką i statystyką zabijam rodzące się emocjonalne bzdury 🙂 Zobaczymy na ile starczy sił.
Drugą ważną zmianą – też zresztą opartą o psychologię poznawczą – jest zmiana postrzegania siebie w kontekście spektrum autyzmu. Podkreślanie różnic nie przynosi nic, poza narastającym poczuciem odosobnienia, inności i odrzucenia. Chcę poszukać tego co łączy. Jeszcze nie mam pomysłu jak, ale pewnie niedługo coś się urodzi.
I wreszcie finalnie – po trzecie – tegoroczny eksperyment z okiełznywaniem sensoryzów został uwieńczony częściowym sukcesem. Nie żeby nagle przestało mi być za gorąco lub bym pokochała te wszystkie dźwięki, które wwiercają mi się w mózg powodując eksplozję w pół sekundy. Ale sama zmiana nastawienia okazuje się gigantyczną zmianą.
Stopniowa aklimatyzacja do upałów, przeprowadzona spokojnie, systematycznie i zgodnie z przemyślanym planem, przyniosła większą wytrzymałość na ciepło. To nie jest tak, że nagle przestało mnie odcinać, gdy jest upał. Dalej tak się dzieje. Ale zniknęło to poczucie zamknięcia w więzieniu, w klatce, gdy na zewnątrz jest ciepło. Przestałam rezygnować z tego co kocham, co przekładało się na smutek i frustrację. Bo szukam możliwości by jednak wyjść z domu – może do lasu, może w połączeniu z pływaniem w jeziorze, gdzie się schłodzę, może tylko na basen lub po zachodzie słońca. W każdym razie wraz z podejmowaniem prób i aklimatyzowaniem się do warunków cieplnych, pojawiło się przekonanie, że dam sobie radę. I faktycznie tak się dzieje. Z nadwrażliwości sensorycznej zniknęła cała warstwa emocjonalna – związana z poczuciem „pokrzywdzenia” upałami, niezadowoleniem z pogody, panicznym śledzeniem prognoz – a kiedy będzie chłodniej?, uwięzienia w domu i przewidywania tego co najgorsze gdy tylko z niego wyjdę. Przestałam się bać upałów. Przestały mnie straszyć i ograniczać.
To jest dla mnie chyba największe zaskoczenie. Zawsze mi się wydawało, że sensoryzmy są nie do ruszenia. A tu proszę…
Plan na najbliższe miesiące – psychologia poznawcza. Może tam są ukryte te wszystkie rozwiązania, których tak usilnie szukam? Jeśli tak, to Panie Mózgu będziesz miał przesrane 🙂

A gdzież to taki piękny spływ kajakowy?
Nie mam pozytywnego zdania o SSRI – szczególnie nowej generacji. Więcej skutków ubocznych niż pożytku. No ale w połączeniu z psychoterapią jednak działają. Odstawianie ich nagle to nie jest jednak dobry pomysł, bo skutki odstawienia mogą być co najmniej tak przykre jak skutki uboczne – lepiej wycofywać się stopniowo.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Spływ na Pilicy. Co do SSRI: brzmisz jak neurotypowa ulotka do leków. 7 na 7 razy odstawiałam od kopa, bez żadnych okresów przejściowych, bo wymagała tego sytuacja. Druga kwestia – mam taką wrażliwość na leki, że biorę regularnie poniżej minimalnej dawki terapeutycznej. I serio, nie ma z czego schodzić „stopniowo” 😆
PolubieniePolubienie
To z własnego doświadczenia. Też dawka była poniżej terapeutycznej, a jednak po nagłym odstawieniu pojawiały się dość nieprzyjemne, nagłe zawory głowy – takie przychodzące bez uprzedzenia i trwające kilka sekund.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
A to niekoniecznie wpływ odstawienia. Równie dobrze może być atak paniki, jak wiesz że już nie masz wsparcia w postaci chemii.
PolubieniePolubienie
Pomyślne wieści, i będzie lepiej…
Na YT widziałam ciekawy film o chłopaku ze spektrum „Związki? Zero. Podobno się podobam, ale tracę przy bliższym poznaniu”, może już obejrzałaś…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Nie, nie znam tego.
PolubieniePolubienie