A gdyby tak słyszeć dokładnie wszystkie dźwięki dookoła? Niemożliwe? Eeee tam. Tak właśnie mają niektórzy aspies.
Osoby z Zespołem Aspergera mają często bardzo wrażliwy słuch. Wrażliwy, w rozumieniu, że słyszą wiele dźwięków, które inni filtrują i nie zwracają na nie uwagi. Podobno wynika to ze specyfiki mózgu i działania układu nerwowego (jak wiele w spektrum autyzmu). Jednak efekt jest taki, że głównym dźwiękiem w pomieszczeniu nie jest np. rozmowa, ale buczenie lodówki. Wody kapiącej w łazience. Dźwięk kosiarki sąsiada zza okna, na który nikt inny nie zwraca uwagi, bo mózgi osób neurotypowych filtrują takie rzeczy z automatu.
Jak się łatwo domyślić, te wszystkie dźwięki powodują koszmarny hałas, od którego nie można się uwolnić. Jest to z jednej strony bardzo męczące fizycznie (dla każdego hałas jest stresorem), ale też psychicznie (bo ograniczone zasoby jakie mam na ogarnianie rzeczywistości idą na odganianie się od upierdliwych dźwięków). Trudniej jest zasnąć i przespać noc – potrafi wybudzić samochód przejeżdżający gdzieś dalej, albo kot zeskakujący ze stołu. Trudniej się skupić, bo umysł automatycznie ucieka za dźwiękami, które powinien ignorować, zamiast zająć się tym, czym chcę, by się zajął. Niejednokrotnie muszę pracować w słuchawkach, w których najczęściej leci zapętlony kawałek muzyki klasycznej (a niech sobie Szanowny Pan Mózg słucha do woli!).
Świat tworzy nam niesamowity kociokwik, więc widok aspie ze słuchawkami na uszach nie jest niczym zaskakującym. Po prostu w tym hałasie jest trudno żyć. Koszmarem są centra handlowe. Pociągi, w których słyszymy wszystkie rozmowy naraz. Spacery przez miasto, gdzie obcasy stukające na chodnikach tworzą kakofonię (każdy stuka inaczej i w innym rytmie). Rodzinne obiady, z nakładającymi się brzęknięciami sztućców o talerze, rozmowami, mlaskaniem, przełykaniem, piszczeniem minutnika i bulgotaniem zupy w kuchni.
Ostatnio zauważyłam, że męczy mnie też gadanie ludzi. Nie tylko na tym poziomie znaczeniowym, treściowym – tego co mówią, ale również sam fakt ciągłego wylewania się fali dźwięków z ludzkich ust. Gdy jest tego dużo; gdy trwa długo, jestem zmęczona nie samym przekazem czy sytuacją społeczną, ale brakiem ciszy. Tak jakby mówienie innych było szumem, który przeszkadza się skupić i stresuje. Jak brzęczący owad, którego próbuje się odgonić, a on ciągle obok tego ucha bzzzz…. bzzzzz…. bzzzz… Irytujące.
Często jest też tak, że jeden, wybrany, konkretny dźwięk nie jest tolerowany. Jakimś sposobem, dosłownie w kilka-kilkanaście sekund powoduje spalenie psychiczne. Człowiek ma ochotę jedynie zatkać uszy – żeby tylko go nie słyszeć. I nie chodzi tu o np. wysokie, głośne dźwięki, które są drażniące dla wszystkich, ale o te zwyczajne. Mi ciśnienie podnosi dźwięk myjki ciśnieniowej (ciśnieniowa od podnoszenia ciśnienia? ;-)) – jak tylko ktoś w okolicy odpali to urządzenie, mój umysł potrafi się skupić tylko na nim. Choćbym nie wiem jakbym starała się go ignorować, ten dźwięk wwierca się w mózg i sprawia realny, fizyczny ból. Narasta złość, a potem następuje eksplozja – meltdown. Odłączenie od świata bodźców. Byle nie słyszeć tego dłużej.
Jest też druga strona medalu. To, że mam taką, a nie inną, wrażliwość na dźwięki sprawia, że muzykę doświadczam do głębi. Czuję jak rozpływa się po ciele. Czuję jej ciepło rozlewające się po mnie, aż do samych koniuszków palców. Przyjemne mrowienie dźwięków, powodujące pozytywne emocje, odcinające od świata. Kocham koncerty, gdzie ta fala jest zwielokrotniona przez nagłośnienie, profesjonalny sprzęt i akustykę sali. Czuję jak fala dźwiękowa uderza wtedy w moje ciało, co synchronizuje z muzyką i tym co na scenie. Fascynujące uczucie. Znika tłum, znikają siedzący obok ludzie – jestem tylko ja i płynąca przeze mnie muzyka. Wystarczy jedynie zamknąć oczy, by totalnie odlecieć.
Ale tak na co dzień kocham ciszę całym moim aspergerowym sercem.

Nie podejrzewałam, że moja irytacja może wynikać z przeciążenia dźwiękiem.
Wielkie dzięki za ten artykuł!
Zmienia myślenie 🙂
PolubieniePolubienie
🙂 Cała przyjemność po mojej stronie 🙂
PolubieniePolubienie