W meltdownie

I już. Posypało się. Teraz można po raz kolejny zacząć zbierać rozbite kawałki do kupy i próbować skleić w całość.

Tylko czy to ma sens? Czy życie od melta do melta w ogóle jest życiem?

Ile będzie trwać ta druga faza, kiedy człowiek próbuje zebrać się do kupy, nabrać sił, by znów móc żyć? Ostatnia to prawie dwa tygodnie. I nawet nie wiem czy się skończyła, bo jej finalne dni to już poczucie że zaraz znowu pojawi się załamanie. Z załamania w załamanie. Z melta w melt. Jakie to życie jest wspaniałe.

Coraz mniej chce mi się próbować i wracać do rzeczywistości, by wyrwać z niej coś dla siebie. To wszystko co robię, z troską o swoje potrzeby, w odgrodzeniu od sensoryzów, negatywnych bodźców i głupich ludzi; to wszystko i tak prowadzi do załamania. Ile ich jeszcze będzie? Ile będę w stanie przetrwać?

Dzisiaj czuję, że mam dosyć. Nie widzę sensu próbowania po raz kolejny.

Za każdym razem jakiś mój kawałeczek gdzieś ginie, gdy wszystko rozpada się na kawałki. Za każdym razem tracę część siebie. I część wiary w to, że jednak da się normalnie żyć w neurotypowym świecie. Że ten świat jest też dla mnie.

Jedna myśl na temat “W meltdownie

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: