Po totalnym, lutowym załamaniu udało mi się osiągnąć jako taką równowagę. Nie oznacza to wcale że jest stabilna i trwała.
I tego chyba boję się najbardziej- że pewnego dnia, zupełnie z zaskoczenia, zupełnie jak w lutym, wszystko się rozpadnie. Że kolejny raz polecę w otchłań, gdzie człowiek myśli tylko o tym, by się skończyło, by już tego nie czuć więcej. Bo to, co wtedy czułam bylo nie do wytrzymania.
Po fiasku życia autystycznego, bez ludzi i z ograniczonym udziałem w rzeczywistości, próbuję inaczej – z ludźmi. Spotykam się, rozmawiam, organizuję. Jest spoko, ale często czuję się tym wszystkim zmęczona. Coraz bardziej przytłaczają mnie obowiązki. Coraz częściej zastanawiam się jak długo będę musiała ciągnąć na tym świecie. Świecie, który wydaje się być bezsensowny i pełen okrucieństwa. Spektakularny meltdown pozbawił mnie wiary i nadziei. Pokazał, co potrafi mój mózg; ile cierpienia jest mi stanie zafundować. I to zupełnie z zaskoczenia, kiedy wydawało się że ogarniam.
Straciłam serce do Aspergera. Jakoś nie chce mi się czytać i pisać na ten temat i rozkminiać tego, co dzieje mi się w głowie. Boję się zaglądać na własny blog, by wspominienia nie obudziły lutowego demona. Boję się czytać książki o spektrum autyzmu- a jak mi się przypomni któreś z tych koszmarnych doświadczeń? Boję się spojrzeć w stronę tego co się działo, bo wiem, że na to nie działają nawet mocne leki. Nie ma ostatniej deski ratunku.
Wiem, że spektrum autyzmu ma zalety, ale znam też wady. I to one sprawiają że życie staje się koszmarem; czy to z powodu nadwrażliwości sensorycznej, czy ciągłego zderzania się z rzeczywistością. Trudno wstawać codziennie z uśmiechem gdy jedynym marzeniem człowieka jest to, by ta panika nie wróciła.
Staram się żyć codziennością, drobnymi sprawami, drobnymi przyjemnościami, spotkaniami z innymi. Nie koncentruję się na tym, co ktoś o mnie pomyśli i że znowu strzelę gafę, bo czegoś nie ogarniam. Nie myślę o tym że wyglądam tak jak wyglądam i to się nie wpisuje w ogólny model wyglądania kobiety w moim wieku. Składam dzień po dniu, godzinę po godzinie na kupkę „przeżyte”. Kupka rośnie, ale mam wrażenie że zbyt wolno.
Boję się że to wszystko wróci i mój świat znów rozpadnie się w kawałki. Tylko czy będę mieć siłę by składać go z powrotem? Po raz kolejny? Bez gwarancji że będzie stabilny i chociaż minimalnie przewidywalny?
Ja tylko chcę żyć jak inni, zwykłym, szarym życiem.

Cześć, pobieżnie przeczytałam kilka wiadomości na Twoim blogu.
Czy mogłabyś do mnie napisać maila? Chciałabym się z Tobą porozumieć.
Hans jest super.
jeżeli się odezwiesz to wszystko wytlumacze, nie chce na otwartym forum się uzewnętrzniać.
ines.dymek@gmail.com
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Hej. Mail do mnie w zakładce o mnie https://mojprzyjacielhans.com/o-mnie/
PolubieniePolubienie