Jedzenie i zespół Aspergera

O wybiórczości pokarmowej jeszcze nigdy nie pisałam, a przy spektrum autyzmu to temat rzeka.

Niektórzy jedzą tylko białe. Inni nie ruszą konsystencji przypominającej budyń. Jeszcze inni nie zjedzą tego, co ma wymieszane różne składniki. Odpadają owoce z pesteczkami, źle zmiksowane zupy. Niezjadliwe są przekładane torty i ciastka z masą. Fanaberia? Nie, zespół Aspergera w kuchni, czyli wybiórczość pokarmowa w rozkwicie.

Wybiórczość pokarmowa często towarzyszy spektrum autyzmu / Zespołowi Aspergera. W sumie nie wiem skąd się bierze, ale mam „to” od zawsze, i to nie tylko ja. Wielu moich znajomych aspies ma tak samo.

To, że nie chcemy jeść niektórych rzeczy nie wynika z faktu, że ich smak nam nie odpowiada (chociaż takie przypadki też się zdarzają). U mnie najczęściej coś jest nie tak z ich wyglądem lub konsystencją. I tu zaczyna się wyliczanka, której osoby neurotypowe nijak nie potrafią zrozumieć (i zaakceptować).

  • Jeżeli w pokarmie jest składnik którego nie lubię (np. cykoria, aromat) jestem w stanie wyczuć go od razu. Nawet nie muszę czytać składu. Taka potrawa zostaje zdyskwalifikowana od razu.
  • Wszystkie ciasta i ciastka warstwowe (takie jak Oreo czy kremówki) jadam warstwami – od góry. Nie wyobrażam sobie jak można ugryźć ciasto razem z masą. Pfuj. W kawiarni ludzie radośnie pałaszują swoje kremówki od boku, patrząc na mnie jak na debila, który nie umie się zachować przy stole.
  • Torty wielowarstwowe, kremowe – odpuszczam. Konsystencja kremowych warstw dyskwalifikuje je nawet do jedzenia od góry.
  • Mięso – odpada. Śmierdzi. Ciągnie się. Ugina w trakcie gryzienia. Włazi w zęby. Jedyna opcja to wymieszanie go w czymś w wersji rozdrobnionej (np. sos do spaghetti bolonese, ale już się zdarzyło, że śmierdział mi tak mięchem, że nie zjadłam).
  • Odpada też wszystko inne co wygląda jak zwierzę. Krewetki, skorupiaki, ośmiornice, nóżki z czegoś, skrzydełka, ślimaki i takie tam. Obleśne.
  • Łyżka użyta do mieszania zupy w trakcie jej gotowania jest skażona – nie można tą samą łyżką zjeść tej samej zupy, trzeba wziąć czystą.
  • Na śniadanie zawsze jem to samo – od kilku lat. Nie, nie nudzi mi się.
  • Kawę w domu piję z kapsułki, łącznie z mlekiem. Zawsze jest w 100% identyczna.
  • Zakupy robię według dyżurnej listy. Kupuję rzeczy które znam i lubię. Wystarczy że zmienią jeden składnik (np. rodzaj dodawanego cukru) a żarcie może zostać zdyskwalifikowane. Dlatego kocham sieciówki, które są w całej Europie i gotowe żarcie. McDonalds moja miłość – zawsze wiadomo co dostanę.
  • Kupuję ten sam gatunek jabłek, soków, hummusu i jogurtów. Nie, nie ciągnie mnie by spróbować czegoś nowego, chociaż czasami to robię. Gdy eksperyment się powiedzie lista zakupów może się rozszerzyć.
  • Jabłka muszą być chrupiące i twarde. Nie zjem tych, którą mają mączny miąższ. To jakby gryzło się piasek.
  • Grzyby są obleśne, obślizłe i rozlazłe, mają smak i konsystencję gąbki. Chętnie pozbieram i na tym koniec.
  • Właściwie mogę żyć na owsiance, mleku z granolą orzechową i kanapkach z serem żółtym. Najchętniej przyjmowała bym żarcie w formie skondensowanej i płynnej, albo w zastrzyku. Klasyczne jedzenie jest strasznie męczące.
  • Do knajpy chodzę tylko sprawdzonej – mam ich kilka – i zawsze zamawiam to samo. Regionalne smaki, awangardowe połączenia, modne dodatki do potraw – nie, dziękuję. Klasycznie i standardowo. Pierogi. Makaron. Pizza. Sałatka (czasami bez jakiegoś składnika jak kelner jest miły i się zgodzi).
  • Im prostsze żarcie, tym lepiej. Co za debil wymyślił, żeby czekoladę łączyć ze śliwką? Przecież tego się nie da zjeść (jedno i drugie osobno jest spoko). Podobnie jest w restauracjach – bo co mieszać te wszystkie smaki? Muszę to potem posegregować na talerzu zanim zjem 😉 I nie, nie wezmę sobie do tego sosiku ani nie zanurzę w musie owocowym, bo będzie do wyrzucenia.
  • Pesteczki w owocach to jest zamach na mnie i mój żołądek. Maliny są niejadalne – chyba, że jako jednolity dżem lub sok. Arbuza rzadko kupuję bo nie chce mi się dłubać tych wszystkich pestek. Winogrona – jedynie bezpestkowe. Co ciekawe, kiwi zjadam w całości (może dlatego że i tak ginie w owsiance, a tylko tak je jem). Jednak tu jestem jakimś wyjątkiem – mój drugi domowy aspie nie je kiwi właśnie z powodu jego pestek.
  • Tradycja to nie jest żaden powód by coś zjeść. Znam takich, co na wigilię jedzą naleśniki z nutellą, bo cała tradycyjna reszta się nienadaje.

Oprócz tego są jeszcze bardziej hardkorowe wybiórczości pokarmowe. Są aspies, którzy jedzą naprawdę tylko kilka potraw. Są tacy, którzy jedzą tylko jeden kolor potraw (lub jednego nie ruszają, np. wszystkiego co zielone), albo tylko jedną konsystencję (wafelek z karmelem w czekoladzie z orzechami odpada). Są tacy, którzy nie pomieszają mięsa z ziemniaczkami i surówką – jedzą to po kolei, uważając, żeby nie stykało się na talerzu. Jak się zetknie – skażone! W efekcie codzienne życie staje się jeszcze trudniejsze, bo człowiek głodny, a tu nic się nie nadaje do jedzenia…

Nauczyłam się nosić ze sobą zawsze jakąś przekąskę, która ratuje mnie w takich sytuacjach.

12 myśli na temat “Jedzenie i zespół Aspergera

Dodaj własny

  1. grzyby! nie dość że oślizgłe to jeszcze ten zapach… fuj!
    Jedzenie o konsystencji papki – fuj. Sami sobie jedzcie te dynie, cukinie i inne bakłażany.
    Pestki w owocach mogą być. Ale owoce nieznane… do dziś nie wiem jak smakuje marakuja, ale wygląda obrzydliwie… Albo papaja czy mango.
    Ludzie patrzą na mnie jak na dziwadło. Kobieta 60 lat i fochy przy stole jak u dziecka…

    Jogurt z płatkami kukurydzianymi na śniadanie – od lat chyba 4 czy więcej. Ale tylko TEN jogurt i TE płatki…
    Dobra: znaczy, że jakby coś to możesz do mnie w gości wpadać 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja jestem dość nietypowym aspie. W dzieciństwie było trochę potraw, które należały do kategorii niezjadliwych. Układanie na brzegu talerza wianuszka z listków i łodyżek pietruszki cZy koperku, odruch wymiotny związany ze smakiem marchewki gotowanej lub surowej (ale marchew z groszkiem była pyszna). W dorosłości zjadam prawie wszystko i nie mam problemu z wyszukanymi potrawami – nawet lubię próbować „egzotyki”. No ale te twarde jabłka, metodyczne zjadanie Oreo czy HITów, pestki zgrzytajace w zębach – sama prawda. Rozdzielanie jedzenia na talerzu też:)

      Polubione przez 2 ludzi

  2. Od kiedy pamiętam to mało jadłem. Ponadto mój jadłospis nie był za bogaty. Oswajanie się z nowymi potrawami zajmowało sporo czasu. Nikt tego nie mógł pojąć więc nasłuchałem się opinii na swój temat – jarosz, weganin, (…).

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Od dziecka miałam spory problem z posiłkami w cudzych domach. Moja mama zawsze gotowała mi tak jak lubiłam. Z tego powodu jedzenie na szkolnej stołówce czy koloniach to był dramat – ciągle chodziłam głodna, bo cudzego żarcia nie dało się przełknąć.
    Dla mnie nie do przejścia są konsystencje, które się ciągną, glutowate: budynie, kisiele, galaretki, owsianka lub takie, które sprężynują pod zębem: jajka (sznury białkowe), mięso, owoce morza, żelki, tofu, kasza bulgur, jęczmienna. Nie znoszę także konsystencji zup krem, mam odruch wymiotny. Żyłki, skórki, chrząstki – kontakt z nimi doprowadził do tego, że od 15 r. ż. przez kolejne 20 lat byłam wegetarianką.
    Na terapii diagnozowano anoreksję lub/i ortoreksję.
    Dopiero w wieku lat 40. dotarłam do informacji o wybiórczości pokarmowej i wszystko stało się jasne.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do trollatrolla Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑