Ostatnie dni uświadomiły mi, że to nie tylko skala mikro, ale również makro.
A wszystko dlatego, że nagle przyszła wiosna. A zima skończyła się zupełnie niespodziewanie, bez okresu przejściowego, a wraz z nią skończyły się wyuczone rytuały i pomysły na spędzanie czasu. Z dnia na dzień.
Osoby w spektrum autyzmu kochają rutynę. Nasz świat jest logiczny i zrozumiały. Poukładany według schematów i kategorii. Każda wyrwa w tym wszystkim jest zaskoczeniem – rodzi niepokój, niezrozumienie, burzy ustalone zasady, zakłóca bezpieczeństwo i poczucie kontroli nad swoim życiem. To także kolejna rzecz, którą trzeba procedować w głowie – ustalić, ogarnąć, powiązać z innymi, zapamiętać, zasymilować. Im więcej takich sytuacji, tym większe zmęczenie rzeczywistością – bo trzeba przeznaczyć dodatkowe zasoby na ogarnięcie świata, który już wcześniej był ogarnięty, tylko nagle się zmienił.
W skrajnych przypadkach to nawet najmniejsze zmiany – inne miejsce do siedzenia niż zwykle. Inaczej zorganizowane działania. Inna kolejność, zmienne etapy. Inna grupa, miejsce, sposób. O ile do pewnych rzeczy można się przyzwyczaić i nie są aż tak dokuczliwe, to umiłowanie schematów jednak pozostaje. Zwyczajnie łatwiej nam z nimi żyć.
Zmiany są straszne nie tylko w codziennym życiu – chociaż te wydają się najbardziej dostrzegalne. Tym, co mnie zaskoczyło w ostatnich dniach to zmiana pory roku.
Przyzwyczaiłam się już do zimy. Do wczesnych wieczorów, aktywności w domu, krótszych spacerów. Teraz nagle wybuchło 23 stopnie i nie wiem co z sobą zrobić. Nie wiem w co się ubrać (jak na marzec, czy jak na 23 stopnie?). Nie wiem co robi się w taką pogodę – sporty zimowe odpadają bo nie ma zimy. Nie mogę jeszcze wziąć się za sporty letnie, bo… jest zima.
Nie potrafię się ogarnąć z coraz dłuższym dniem, kiedy nagle starcza czasu na wszystko, a ja o 17 już czuję się zmęczona i chciałabym zakopać się z książką pod kołdrę. Ale jakoś czuję że nie wypada, no bo przecież słońce i ciepło… trzeba korzystać. A ja bym chciała zniknąć. Chciałabym żeby było tak jak przedtem, bo do tego już się przyzwyczaiłam.
Może się to wydawać śmieszne i mało ważne, ale takie nie jest. Bo rodzi brak poczucia bezpieczeństwa, brak kontroli – coś nagle się zmienia, a ja nie umiem się w tym odnaleźć. Boję się, co zmieni się jutro. Do czego będę się musiała dopasować. Co ogarnąć od nowa. Co spróbować zrozumieć. Co mnie znów zaskoczy i zmusi do reakcji.
Tradycyjnie nie czekam na to, co przyniesie przyszłość. Mogło by jej nie być.

Nie lubię słowa „rutyna”. Kojarzy mi się z filmem „Dzień Świstaka” i chomikiem w kołowrotku. Wolę „regularność”, „schemat”, „kolejność”. Nawet moje zwierzaki potrzebują regularności, z dokładnością zegara atomowego przypominając o pobudce, porze snu, karmieniu i spacerach. Co do zmiany pór roku, to często rozkminiam paradoks, że w temperaturze X jesienią jeszcze nie zakładam czapki, a zimą jeszcze nie zdejmuję. Bliższa mi jest wówczas teoria, że człowiek – jako system autonomiczny – potrzebuje czasu na przejście z jednego stanu ustalonego do innego :). To może powodować poczucie niepewności czy zagubienia, ale oznacza że działa nasz wewnętrzny „regulator” – i tu też często pojawiają się schematy, jak ubieranie się „na cebulkę” lub stwierdzenie: „jest ciepło i sucho – możesz pojeździć na rolkach” :).
PolubieniePolubione przez 1 osoba
A ja lubię. Rutyna. To brzmi tak uspokajająco 😃
PolubieniePolubienie
gwałtowne zmiany, to nie tylko ludziom w spektrum wywracają wszystko do góry nogami.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
To prawda. Tylko u nas to prawie każda zasługuje na miano gwałtownej 😆
PolubieniePolubienie