Przepraszanie

Przepraszanie jest ciekawą rzeczą. Do dzisiaj nie rozumiem jak jedno słowo może zniweczyć ten cały ból, smutek, poczucie krzywdy, frustrację i inne uczucia, które wywołało we mnie zachowanie innej osoby.

Rozumiem samą ideę przepraszania: ktoś chce pokazać drugiemu, że w wyniku pomyłki lub błędu sprawił mu przykrość lub zrobił coś, co było dla niego nieprzyjemne. Ma poczucie winy, nie chciał tego zrobić ale tak mu wyszło, więc chce w jakiś sposób zadośćuczynić skrzywdzonemu. Mówi wtedy przepraszam.

Ale jak jedno słowo ma moc by włączyć ten cały ból, poczucie krzywdy, smutek i inne uczucia? Jak pozbyć się rozczarowania, że osoba (której ufam!) mnie skrzywdziła, narastającej frustracji, że ludzie są jednak beznadziejni? Ciągłego poczucia, że nikt mnie nie rozumie, bo znów zrobił coś „po swojemu”, a nie „po mojemu”?

W kwestii przepraszania jestem trochę socjopatą. Robię to na płaszczyźnie „technicznej”, bo nie zawsze mam poczucie, że powinnam przeprosić za to, co powiedziałam. Mówię to, co uważam. Mówię to, co widzę. Mówię prawdę (odwieczny problem dorosłych z zespołem Aspergera!). Dlaczego mam się dopasowywać do jakiś konwenansów, które ktoś kiedyś wymyślił? Kiedy mam kłamać, bo ktoś się źle poczuje, gdy powiem to, co myślę? Skąd mam wiedzieć, że to, co mnie nie uraża, urazi kogoś innego?

Większość takich sytuacji jest nowa. Nie mam schematów, by móc je zastosować, muszę improwizować. Różnie się to kończy.

  • Z jednej strony, jak zamilknę i nic nie powiem, to szansa na obrażenie kogoś innego lub zrobienie mu przykrości maleje. Ale efekt jest często taki, że nie odzywam się całą rozmowę, poza kurtuazyjnym potakiwaniem. Przecież nie powiem, że nie podoba mi się ten nowy rower, bo będzie komuś źle. Przecież tak się cieszy!
  • Z drugiej – przestaję wtedy reagować w sytuacji, gdy naruszane są moje granice, bo nie chcę sprawić krzywdy napastnikowi (sic!). Potem przeżywam i przeżuwam swoje myśli i uczucia w samotności. Cierpiąc. Robiąc sobie wyrzuty. Próbując załatać naruszone granice, postawić od nowa spalone płoty.

Znów między młotem i kowadłem, bez żadnych wytycznych.

Na wszelki wypadek przepraszam. Neurotypowym to słowo jednak „coś” robi. Czasami pytam, czy ktoś się poczuł urażony i mówię, że to nie było moim celem. Czasami wracam do sytuacji i mówię, że odniosłam wrażenie, że moje słowa zrobiły komuś krzywdę. To zazwyczaj pomaga rozplątać trudne relacje. Ludzie dobrze reagują na próby naprawienia przeze mnie popełnionych błędów (niezamierzonych), zwłaszcza gdy były dla nich dotkliwe. Jak wytłumaczę, że zrobiłam to niechcący, przez pomyłkę lub nieporozumienie, to jest nam potem łatwiej.

Jeżeli chcecie dbać o relację, to nauka na przyszłość jest taka, że lepiej przeprosić, niż nie przeprosić. Nawet wbrew sobie.

Jeśli chcecie coś komuś udowodnić lub mu dokopać (czasem niektórzy na to zasługują), to feel free. No mercy, no apologies. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: