Zwątpienie

A jeżeli wszystko to, co robię, by poprawić sobie komfort życia w nieswoim świecie, nie zadziała?

Nie wiem czy ta chwila zwątpienia to tylko chwila. Za mną spory meltdown, znów za dużo bodźców sensorycznych. A potem próba „ratowania” przez otoczenie, która była jak gaszenie pożaru benzyną – zupełnie nie tak jak potrzebuję. Dawno mnie tak nie dojechało. Dużo paskudnych emocji, lęk skumulowany gdzieś w węzeł w żołądku, a w głowie pytanie: czy to wszystko ma sens? Ile razy można wstawać z kolan i próbować iść dalej? Jak mam zmodyfikować proces, by uzyskać inny wynik, jeśli w większości składa się z niezmiennych elementów? Czy jakiekolwiek modyfikacje są w stanie w ogóle zmienić wynik?

Dzisiaj czuję, że to droga donikąd. Wyprało mnie solidnie ze wszystkich emocji, tkwię w dysocjacji i nawet moje radyjko w głowie grające non stop się wyłączyło. Mam wrażenie, że świat mnie nie dotyczy. Jest mi zimno, ale się nie ubieram. Nie dlatego, że nie chce mi się, albo nie mam siły. Nie widzę sensu. Co zmieni to, że będzie mi cieplej? Nic. Tak samo z jedzeniem, piciem, próbami ratowania Hansa przed ostatecznym pogrążeniem się. Długofalowo to nic nie zmieni.

Mam wrażenie, że nie tyle coś we mnie pękło, jak wiele poprzednich razy, ale tym razem się złamało.

Ranią mnie dźwięki, rani mnie obecność ludzi. Nie wiem czego chcę, nie wiem na co mam ochotę. Tak w sumie to na nic. Nie wiem czy chce mi się jeść, a nawet jeśli, to co z tego? Nie wywołuje to żadnej reakcji. Jakbym straciła wiarę w to, że zrobienie czegokolwiek, co poprawi moje samopoczucie, cokolwiek zmieni. Po co mam próbować coś zmieniać, dbać o siebie, wymyślać jak połączyć świat autystyczny z otaczającym, jak i tak to wszystko się wypierdoli z hukiem. I znów będzie bolało. I znów trzeba będzie się podnosić. Już mi się nie chce wstawać po raz kolejny.

Nawet przyrody nie czuję, chociaż jest pięknie jesienna i kusi kolorami. Harmonia i więź zniknęły.

Dzisiaj to dla mnie plastikowe obrazki na jarmarcznym stoliku.

10 myśli na temat “Zwątpienie

Dodaj własny

  1. Nie wiem, co wiesz o fibromialgii. Podejrzewam, że tyle samo, co ja wiem o Twoich problemach. Czyli… chyba niewiele. Ja upadam i podnoszę się od ponad dwudziestu lat. Za każdym razem jest to trudniejsze, bo i fibro zmienia nieustannie tortury na bardziej wyszukane. Też miewam chwile, gdy nie chce mi się wstać z łóżka, bo wiem, że oznacza to nadwrażliwość na światło, dźwięki, zapachy plus masa innych fenomenów, ale przede wszystkim cholerny ból, wielokrotnie paskudniejszy od tego nocnego. Piękący, parzący, wiercący, rozrywający mięśnie na strzępy. Na wpływ tego wszystkiego na psychikę, nie wspomnę. Też często pytam siebie, czy jest sens walczyć dalej. W końcu fibro to choroba chroniczna. Wybieram walkę. Czekam cierpliwie i niecierpliwie na lepsze dni, bo i takie miewam. Podobnie jak Ty. A podczas lepszych dni tak strasznie chce się żyć.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Ból jest tylko (?!) częścią fibro. I ja składam się do kupy raz za razem. I uwierz, w moim przypadku też nie należy to do rzeczy łatwych. Po złym okresie czuję się tak, jak gdybym układała trudne puzzle. Z kawałków siebie.

        Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do szarabajka Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑