Moja bardzo wielka wina – bo to ja mam Zespół Aspergera.
Nawet nie wiem kiedy, ale gdzieś po drodze, stało się coś dziwnego: cały świat, wszelkie błędy, pomyłki, nieporozumienia stały się moją winą. Wydaje mi się, że to również jakiś element, który może się pojawiać po diagnozie spektrum autyzmu / Zespołu Aspergera. Dlaczego?
Rozumowanie, które do tego prowadzi, jest bardzo proste. To ja odstaję od społeczeństwa i ja nie ogarniam niepisanych zasad, które nim rządzą. Prawdopodobieństwo, że ja coś zawalę (a nie inni) jest więc o wiele większe (a nawet całkiem duże). Kto więc odpowiada za wszystkie porażki i fakapy? Ja.
Druga kwestia to postrzeganie. Częściej zauważam wszystkie pomyłki, nieporozumienia i wpadki. Neurotypowi pewnie ich nawet nie rejestrują- zapominają zaraz po tym jak się wydarzą. Ja rozważam je przez wiele godzin i dni (a niektóre nawet lat!). Szukam przyczyn, wskazówek, co zrobić następnym razem lepiej i w którym miejscu zawaliłam (bo przecież na pewno to ja zawaliłam). W efekcie wydaje mi się że jest tych wypadek mnóstwo- od drobnego niezrozumienia treści komunikatu (lub zrozumienia dosłownie), aż po większe fakapy jak współpraca grupowa.
W efekcie wszędzie doszukuję się swojej winy. Jeśli coś nie wychodzi, to na pewno przeze mnie. Jeśli się nie dogadaliśmy, to kto mógł nie zrozumieć? Oczywiście ja. Gdy coś idzie nie tak, wina spada na mnie, bo zapewne nie przeczytałam czegoś między wierszami, co dla wszystkich jest jasne.
Takie wzorce pojawiły się po diagnozie Aspergera. Dawniej wkurzałam się, że ludzie są głupi i nie ogarnęli tego czy tamtego. Teraz dopierdalam sobie.
To ciągłe ponoszenie winy za wszystko jest trudne do udźwignięcia. Odziera z pewności siebie, zabiera poczucie akceptacji i możliwość bycia tym, kim się jest. Im dłużej trwa, tym staje się coraz bardziej wypaczone, bo kończy się poczuciem winy tam, gdzie nie zawiniłam. Efekt? Coraz bardziej koncentruję się na formie (aby była dostosowana do oczekiwań innych i wpisana w te niezrozumiałe zasady społeczne) niż na treści.
Coraz częściej mam poczucie, że nie mogę tak naprawdę pokazać tego kim jestem – ze wszystkimi aspergerowymi ograniczeniami, słabościami, wadami. To nie jest akceptowalne, bo ma być standardowo i normalnie.
Nawet jeśli bym pokazała, to spowoduje to reakcję zupełnie niewspółmierną do tego, co jest mi potrzebne – bo neurotypowi nie gadają po aspergerowemu, nie wiedzą więc jak zareagować. I często reagują po swojemu, co ja odbieram jako wykluczające, nietolerancyjne i odrzucające. I zupełnie kulą w płot.
I tylko między jednym poczuciem winy a drugim mam taką małą refleksję, że dlaczego to ja mam się zachowywać po neurotypowemu, a nie neurotypowi rozumieć aspergerowy język i potrzeby?

Tylko po co się biczować? Albo po co wymagać od innych by zrozumieli osobę ze spektrum? Diagnoza daje świadomość, ale nie piętnuje ani nie usprawiedliwia. Jak każdy inny wynik badania, tak i ten wymaga podjęcia konkretnych działań, które poprawią sytuację pacjenta.
PolubieniePolubienie