Nadwrażliwość sensoryczna = panika

Wydawało mi się kiedyś, że to się nie łączy. Dzisiaj już wiem, że jedno powoduje drugie.

Wszystko za sprawą „eksperymentów” tego lata, które lato przeprowadziło na mnie, nie pytając mnie o zgodę.

Nie lubię upałów. Zbyt wysoka temperatura (taka 24+) skutecznie odbiera mi siłę, powoduje zawroty głowy, ogólną słabość, problemy z nawodnieniem i motywacją do robienia czegokolwiek. Moje mięśnie zamieniają się w watę, tracę koncentrację i rozeznanie w świecie, a głowa zaczyna się wkurzać na ograniczenia, które nakłada na mnie upał. Jestem w stanie przetrzymać jakiś czas na słońcu, ale potem przychodzi definitywne odcięcie, porównywalne z wyjęciem wtyczki z prądu. Blackout. System failure. OFF.

Często słyszę komentarz, że wszystkim jest gorąco. Tylko u mnie jest to przesunięte poza granice tego, co daje się znosić. Mam poczucie, że zanurzam się w roztopionym wosku, a skóra parzy i najchętniej by się ją zerwało, żeby przestała. Odporność na ciepło mam o wiele niżej niż wynosi średnia. Tylko jak to obejść? Lata przecież nie wyłączę…

Kombinowałam na wiele sposobów: poranne wstawanie; aktywność w lesie, gdzie jest trochę chłodniej; wyjazd w góry; dłuższy sen, by się zregenerować i mieć więcej sił; sjesta popołudniowa by się schłodzić i odpocząć; krótsze aktywności przeplatane wypoczywaniem w cieniu lub chłodzeniem w jeziorze i inne tego typu pomysły. Doszłam do momentu, kiedy sama myśl o wyjściu na słońce budziła niechęć. A zmuszenie się do tego kończyło się po jakimś czasie atakiem paniki.

Gdyby przydarzyła się ona raz, to uznałabym za przypadek. Ale powtarzała się regularnie i to mnie zafrasowało. Teraz już wiem, że to swoisty system ostrzegawczy, red alert. Dla ciebie jest za gorąco, twój organizm nie radzi sobie z takimi temperaturami. Nie wracasz tam gdzie chłodniej? To bach – panika. Tym sposobem szybciutko zwiniesz się do domu.

I tak to w sumie działało. Panika zawracała mnie z drogi, zmuszała do powrotu, odpoczynku, schowania się w chłodnym pomieszczeniu. Pokazywała że granica zostaje przekroczona. I – paradoksalnie – być może uchroniła mnie przed czymś gorszym (udarem słonecznym, przegrzaniem, omdleniem?). Ten mechanizm ostrzegawczy paniki jest opisany w tej książce – czytałam dawno, ale dopiero tego lata wyraźnie dostrzegłam na sobie jak to działa.

Po pewnym czasie zrezygnowałam z prób przyzwyczajenia się do ciepła i życia jakby upały nie istniały. Nie mogę ich zmienić, więc próbuję obejść problem. Lato się na szczęście kończy, ale może komuś, nadwrażliwemu sensorycznie na ciepło, któryś pomysł się przyda w przyszłości:

  • Jak się nie da pójść na rower, to można pokręcić w domu, gdzie jest 10 stopni mniej i stoi wielki wentylator. Od razu czeka chłodny prysznic, a w każdej chwili jazdę można przerwać – nie trzeba zachowywać sił na powrót do miejsca startu. Można też poćwiczyć coś stacjonarnie – kardio, siłka, joga, w chłodnym pomieszczeniu (np. na klimatyzowanej siłowni).
  • Klima robi robotę – jest np. w kinie, restauracjach, wybranych sklepach – czas nadrobić zaległości filmowe i zakupowe? 😉
  • Woda, w której można się schłodzić, jest mile widziana – warto zaplanować wycieczkę przy górskim potoku lub w okolicy kąpieliska nad jeziorem. Woda w basenie jest cudownie chłodna – zwłaszcza tym krytym – i latem nie mam tam wielu ludzi, bo wolą się smażyć na słońcu.
  • Rano i późnym wieczorem nie jest jeszcze tak strasznie gorąco – można iść chociaż na spacer, nie zapominając o czymś do picia i ciemnych okularach.
  • Elektrolity i napoje izotoniczne ograniczają skurcze spowodowane odwodnieniem. Magnezowy shot po wyjściu na zewnątrz – obowiązkowy.
  • Wachlarz – mała rzecz, a cieszy. Pewnie wyglądam z nim jak szykowna damulka na Wimbledonie, ale chłodzi w krytycznych momentach.
  • Lepiej dojechać gdzieś samochodem z klimą, niż próbować dobrnąć tam na nogach lub rowerem, chociaż to są zazwyczaj moje pierwsze wybory.
  • Krótkie wypady na słońce są nawet spoko, trzeba pilnować momentu, gdy organizm krzyczy że ma dosyć i faktycznie wtedy go posłuchać. Na rekordy, długie wycieczki i wyzwania przyjdzie czas za 3 miesiące.
  • Chłodny prysznic spłukuje z człowieka cały ten upał i pot – jest znacznie przyjemniej, gdy skóra spokojnie sobie może oddychać i nie klei się do wszystkiego. Można korzystać do woli w trakcie dnia.
  • Tego nie próbowałam, ale taka myśl się gdzieś pojawiła – a jakby wyjechać na ten okres gdzieś, gdzie klimat jest łaskawszy? Chociażby na tygodniowe wakacje. Zawsze to tydzień męczarni mniej.

Na szczęście lato się kończy i idzie jesień, a potem wytęskniona zima. Chociaż jeden problem zniknie przynajmniej na pół roku. Życzę Wam pięknej, chłodnej jesieni 🙂

Jedna myśl na temat “Nadwrażliwość sensoryczna = panika

Dodaj własny

  1. Przypuszczam, że panika to jedna z części składowych meltu, kiedy oprócz przebodźcowania pojawia się poczucie „braku wyjścia” (z sytuacji). Co gorsza, często zauważam, że owo przebodźcowanie pochodzi niekoniecznie od sytuacji (z zewnątrz), ale od tego, jak ją odbieram (od wewnątrz). Gdzie tkwi problem? Na pewno po stronie autoregulacji i nazywaniu stanów samopoczucia – ja np. nie potrafię określać swojego stanu wewnętrznego, a odpowiedź na pytanie „jak się czujesz?” zawsze angażuje sporo zasobów, by wygenerować jakąkolwiek odpowiedź. Innymi słowy: wiesz że jest źle, jak już jest naprawdę źle i zaczyna się „to” uzewnętrzniać w „spektakularny” sposób.

    Co do objawów somatycznych – znam osobę, która kilkukrotnie lądowała w szpitalu z powodu wygenerowania objawów psychosomatycznych, wskazujących raz na pęknięcie wrzodu (nie miała choroby wrzodowej), a innym razem na zawał serca.

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Nemo Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑