Nadwrażliwość sensoryczna – słuch

Kiedy jeden dźwięk potrafi rozwalić twoje życie na dwa dni.

Do napisania tego posta skłoniła mnie ostatnia sytuacja, która uświadomiła mi jak trudno jest żyć w świecie pełnym dźwięków. Chociaż moja nadwrażliwość sensoryczna w zakresie słuchu nie jest jakaś duża, to i tak okazała się być wystarczająca, by wyłączyć mnie na dwa dni.

Sytuacja zwyczajna, niezapowiadająca katastrofy. Siedzę na zajęciach i słucham czytanej bajki, co ma mi pokazać jak wiele obszarów mózgu uruchamia się, by ten przekaz odebrać. Gdy narrator zaczyna naśladować gdakanie kury, podnosi głos i wchodzi na dziwne częstotliwości. A ja w tym momencie zaliczam momentalny kolaps – mój mózg eksploduje, po czym się wyłącza. Przypadkowo trafił w miejsce, gdzie moja nadwrażliwość na dźwięki jest najbardziej wyśrubowana.

Gdy pojawia się ten dźwięk następuje przepalenie wszystkich neuronów i reset. Blackout. Mózg się wyłącza. Przez kilka sekund nie wiem co się dzieje, nie rejestruję rzeczywistości, nie dociera do mnie nic z zewnątrz. System nie działa. To można porównać do przepięcia w komputerze – najpierw wszystko sobie ładnie pracuje, a potem jeden impuls elektryczny powoduje skok napięcia i pali całą elektronikę. Czarny ekran. Nie da się uruchomić. Wszystko nad czym się pracowało przepada. Trzeba naprawić, ale nawet po naprawie strach, że stanie się tak znowu, zostaje.

Reakcja głowy rozlewa się po całym ciele. Pojawia się niepokój (system nerwowy jest napięty do granic możliwości, bo właśnie coś go przeciążyło – i to aż tak, że się wyłączył). Za nim idzie rozdrganie wewnętrzne, czasami też lęk i panika. Otoczenie staje się niebezpieczne – zraniło mnie, może to zrobić ponownie, a ja nie mam już bufora – mój system nerwowy nie jest w stanie przyjąć kolejnego uderzenia. Boję się. Mam nieodpartą chęć ucieczki – byle dalej. Bo tu jest zagrożenie. Tu przestało być bezpiecznie.

Ten dźwięk boli. Nie tylko psychicznie, ale również fizycznie. Jakby coś pękło w głowie. Jak uderzenie. Czytałam gdzieś, że bodziec przekraczający granicę nadwrażliwości sensorycznej powoduje uruchomienie neuronów odpowiedzialnych za ból. To by się zgadzało – następstwem jest natychmiastowy, nagły ból głowy. Którego nie da się zbić prostymi przeciwbólowymi lekami (przynajmniej nie od razu).

Spalenie z powodu nadwrażliwości sensorycznej ma też inne minusy. Reszta dnia jest na straty – ból głowy, niepokój, rozdrganie wewnętrzne i chęć ucieczki skutecznie zniechęcają do podejmowania jakichkolwiek działań. Następny dzień nie lepszy – klasyczny kac. Głowa ciężka, obolała. Przeszkadzają dźwięki dookoła, nawet te znane, codzienne. Nie może być za głośno, nie może być za jasno. O skoncentrowaniu się na pracy nie ma mowy. Trzeba przemęczyć i przeczekać. Na wszelki wypadek w słuchawkach wygłuszających, bo oprócz fizycznych dolegliwości jest strach przed tym, że to się powtórzy. I -co ciekawe – osobę, która to wszystko spowodowała, traktuję z dużą ostrożnością (bo może zrobić to ponownie – nie ma znaczenia że to było niechcący lub niezamierzone). Po prostu – wolę trzymać ją na dystans.

Może stąd też tak trudno ludziom z Zespołem Aspergera nawiązywać relacje? Bo boimy się że ktoś ponownie zada nam ból sensoryczny? Już nie cieszę się na kolejne spotkanie z narratorem opowieści. Boję się go.

6 myśli na temat “Nadwrażliwość sensoryczna – słuch

Dodaj własny

  1. Gdyby nie takie spotkania, nie wiedziałabyś być może, że możesz tak reagować. Teraz już znasz swoje granice.
    Ja nie cierpię mlaskania i głośnego przeżuwania. Ten dźwięk śrubuje mój mózg 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. W sumie to chyba wolałabym nie wiedzieć gdzie jest ta granica. Bolało. Bardzo.
      A jeszcze bardziej boli to że na ten dźwięk mogę się natknąć wszędzie. I jak wyjść z domu bez słuchawek? 🙄

      Polubienie

  2. Mnie przydarzyło się to w kinie. Chciałam sprawić przyjemność partnerowi i poszłam z nim na „Diunę”, choć to nie moje klimaty. Hałas i błyskające światło zebrały żniwo. Zaczęło się od bólu głowy i oka, skończyło się na zasłanianiu oczu, uszu i wiciu się w fotelu, jakby ktoś mnie atakował. Zawroty głowy, nudności, wewnętrzny dygot – wychodziłam z kina prawie na czworakach, jak pijana. Partner nie wiedział, jak mi pomóc. Od tamtej pory nie byłam w kinie. I tak, jak piszesz – czułam się potem jak na kacu.

    W literaturze ogólnie mówi się o nadwrażliwościach sensorycznych, ale – jak widać – każdy reaguje nieco różnie i na inne bodźce. Ponoc pomagają wyciszające zatyczki do uszu . Nie próbowałam jeszcze, ale może jakis inny Aspie się wypowie, czy faktycznie działają.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Agnieszka Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑