Jesienny czasozabijacz.
Wydawało mi się, że to nie dla mnie. Wiele mniej kosztowało zagłębienie się w szczegóły i nauka poszczególnych elementów. Czytam i próbuję. Raz wychodzi, raz nie.
Wyszywanie i haft.

- Jest bardzo czasochłonne – ciemne, samotne wieczory szybko się kończą i można zamknąć oczy i zasnąć.
- Cieszy, gdy wzoru przybywa – coś sie tworzy, to coś jest ładne samo w sobie, jest trochę więcej piękna na świecie.
- Ćwiczy koncentrację, precyzję, okiełznuje ADHD. Trzeba tylko trochę cierpliwości – robić wolniej, ale dokładniej
- Haft liczony – fajna zabawa dla Aspergerów – przenoszenie wzorów na płótno wymaga liczenia krzyżyków w jednym kolorze. Matematyka zawsze i wszędzie. Sama przyjemność.
Zestawy startowe są proste, z nadrukowanym od razu wzorem. Wkrótce wkroczę w kolejny stopień wtajemniczenia, tworząc własne rysunki. Jeszcze nie teraz, ale wkrótce.
Świat znika, powtarzalne ruchy koją. Wbicie igły. Przeciągnięcie muliny. Wbicie igły. Przeciągnięcie muliny. Nitka szura po płótnie. Hrrrrrt… W regularnych odstępach czasu. Raz za razem. Składa się we wzór.
Jak jest źle, w uszy trafiają słuchawki i audiobook. Nieważne jaki. Nieważne o czym. Byle lektor był sensowny. Spokojny głos mnie wycisza. Zapominam o tym co obok. Płynę wraz z opowieścią. Godzina, dwie, trzy. Nieważne ile. Ważne, że znikam z rzeczywistości. Przestaje mnie boleć to, co mnie otacza. Bo przestaje istnieć na tą krótką chwilę. Wyrywam krótkie chwile dla siebie, w swoim świecie. Tym, który nie robi mi krzywdy.
Koniec pracy. Chwila radości w tej szarej rzeczywistości. Uśmiecham się, gdy widzę finał. Są kolory. Jest piękno. Jest włożona w to praca, która daje efekt – widoczny, namacalny, do dotknięcia.
Chociaż generalnie rozumiany sens wszystkiego nadal się nie odnalazł.

Skomentuj