Co „robi” diagnoza Aspergera?

Ostatnie przemyślenia w temacie co się zmieniło i jak to się stało że się zmieniło jak nie powinno skłoniły mnie do napisania jeszcze raz o diagnozie ASD.

Diagnoza Aspergera ma w sobie jakąś magiczną moc. Jest tylko papierkiem z kodem, a potrafi przewrócić życie do góry nogami, mimo że teoretycznie nic się przecież nie zmienia. Tak samo jak miałam przed „papierkiem”, mam i teraz. A jednak jest inaczej.

Pozytywną zmianą jest na pewno wiedza co się ze mną dzieje. To ona daje to poczucie ulgi, które pojawia się od razu po otrzymaniu diagnozy. Już wiem co jest grane. Już wiem dlaczego tak się dzieje.

To wiedza, która jest potęgą. Nie tylko pozwala zmienić swoje życie na bardziej przyjazne Hansowi, ale również ułatwia unikanie pułapek, które neurotypowy świat zastawia na osoby ze spektrum autyzmu.

Diagnoza zdejmuje również z ramion ciężar bycia dziwakiem, odmieńcem, szaleńcem. Jednak nie jestem świrem. Nie trzeba mnie leczyć. Inaczej postrzegam świat i stąd te wszystkie nieporozumienia. Ale to jest ok i nie muszę tego zmieniać. To pierwszy krok w stronę akceptacji.

Zdobycie papierka może ułatwić kontakty z innymi ludźmi, jeśli zdecyduję się podzielić z nimi tą informacją. Daję sobie handicap, bo wyjaśniam niektóre moje zachowania zanim się wydarzą. A i znajomi nie traktują wszystkiego co robię na 100% serio, dając mi margines na indywidualność i bycie sobą. To miłe. Dopóki nie miałam diagnozy ASD nie wiedziałam jaki jest klucz do tych moich ekstrawagancji. Teraz już wiem i wiedzą bliskie mi osoby. Unikamy wielu nieporozumień.

Jednocześnie diagnoza Aspergera ma jakąś magiczną moc rozwalania życia i odbierania umiejętności. Nic się nie zmieniło, prawda? Nie mam ASD od dnia wydania diagnozy. Mam od zawsze i umiem z tym żyć. Tylko gdy napisali mi to na papierze, to straciłam wszystkie wyuczone umiejętności.

  • Nie potrafię już cieszyć się tym co kiedyś; uczestniczyć na luzie w relacjach.
  • Nie umiem odczuwać całej palety emocji i ich nazywać.
  • Przepala mnie wszystko, łącznie z rzeczami, które mi kiedyś nie szkodziły.
  • Jestem nadwrażliwa na bodźce, które potrafiłam dawniej tolerować.
  • Reaguję nadmiernie i często bez sensu. Albo tak, że sama jestem sobą zaskoczona.
  • Unikam ludzi, bo zbyt wiele razy usłyszałam, że Zespół Aspergera mnie w jakiś sposób dyskwalifikuje; sprawia że staję się brzydkim kaczątkiem. Nie chcę, żeby znów mnie wypunktowano.
  • Odbieram wszystko dookoła jako ograniczenia budujące mi klatkę, która mnie powoli zabija. Nie umiem ich przekraczać. Nie umiem ich omijać. Nie są wyzwaniem, a nieuniknionym i niezmiennym. Fatum.
  • Zaczęłam dzielić świat na neurotypowy i autystyczny. To podkreśla mnogość różnic (ale też pozwala budować od nowa swoją tożsamość).

Diagnoza ASD w dorosłym wieku zrobiła mi jeszcze jedno. Straciłam nadzieję na zmiany- przecież z Aspergera się nie wyleczę. To zostawia człowieka z poczuciem bezsensu. A ono prowadzi do depresji i myśli samobójczych. Bo po co dalej żyć, jeśli będzie wciąż tak samo beznadziejnie? Jeżeli nic się nie zmieni, nawet to, co by się chciało zmienić? Kiedy codziennie będę się kopać raz za razem z brakiem tolerancji, odrzuceniem, ocenianiem i samotnością?

Najgorsze jest jednak to, że nie wiem jak wrócić do postrzegania świata jak dawniej. Do korzystania z tych wszystkich społecznych umiejętności, które mam już przez lata ogarnięte i wypracowane. Do takiego zwykłego życia, kiedy nie wychwytuję każdej różnicy typowej i atypowej.

Nic się nie zmieniło, a jednak zmieniło się tak wiele.

Coś, gdzieś pękło. Czy da się poskładać?

4 myśli na temat “Co „robi” diagnoza Aspergera?

Dodaj własny

  1. a może to jest właśnie cel: wrócić do siebie samej, sprzed diagnozy, z całkowitą świadomością ograniczeń ale i możliwości. Czyli nauczyć się akceptować siebie taką, jaką jesteś? Bo przecież jesteś najlepszą wersją samej siebie tu i teraz.
    A że jesteś trochę inna, trochę inaczej postrzegasz świat? To jest niesamowite i cudowne, że tak się różnimy, na szczęście nie jesteśmy wszyscy spod jednej sztancy i to czyni każdego z nas niezwykłym. I przypominam ci, że myślenie nieszablonowe jest jak najbardziej pożądane. Tylko głupcy chcą by wszyscy byli tacy sami i tak samo myśleli.
    Może jednak warto pracować nad sobą, ale w innym kierunku, nie: jak dopasować siebie do reszty świata, a raczej: jak zaakceptować fakt, że jestem inna i że nie każdy to rozumie. A kto nie rozumie lub nie akceptuje niech spada na drzewo.
    Trzymaj się!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Nie można myśleć za dużo. Mózg jest bardzo zwodniczy i przenosi na manowce. Odciagać się od myślenia najlepiej rozwiazując jakieś zadania matematyczne lub łamigłówki. Wtedy mózg koncentruje się na rozwiazaniu zadania a nie szuka w nieskończoności i podpowiada często dziwaczne rozwiązania. Do tego wprowadzenie malusieńkimi kroczkami dobrych nawyków. Medytacja.Skupienie na oddechu. Ale odganianie myślenia….

    Polubione przez 1 osoba

    1. Nie do końca się zgadzam. Odganianie myślenia to uciekanie przed nim. Efekt taki sam jak przy traumie – jak tylko przestanę robić coś innego to mnie dopada. Kluczem jest zaprzęgnięcie mózgu do myślenia, ale takiego, które będzie z korzyścią. Czyli np. obalanie katastroficznych wizji, gdy się pojawią, kontrola automatycznych myśli itp.

      Polubienie

Odpowiedz na ja-i-hans Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: