Lato nigdy nie było moją ulubioną porą roku. Wszystko za sprawą nadwrażliwości sensorycznej na ciepło.
Nadwrażliwość sensoryczna jest jedną ze składowych spektrum autyzmu – nie zdziwię się, gdy znajdzie się wśród kryteriów diagnostycznych w najnowszej poprawce DSM 5. Nie znam chyba żadnego aspie, który nie borykał by się z tym problemem.
Czym jest nadwrażliwość sensoryczna?
To przesunięcie granicy tolerancji na wrażenie sensoryczne, czyli wszystko to co odbieramy zmysłami. W efekcie to, co dla innych jest jeszcze spoko i do przeżycia, dla autystów oznacza znacznie za dużo (lub za mało, bo czasami wskazówka wychyla się w drugą stronę).
Najczęściej chyba spotykana jest nadwrażliwość na dźwięki i światło. Często też zdarza się u osób w spektrum autyzmu nadmierna wrażliwość na dotyk. Z zapachami spotkałam się rzadko, o smaku można by napisać aspie – encyklopedię.
Nadwrażliwość sensoryczna- weź nie przesadzaj!
Nadwrażliwość sensoryczna często pozostaje niezrozumiana. Osobom, które jej nie doświadczają, wydaje się, że to przesadzanie. Wielokrotnie słyszałam że wszystkim jest gorąco lub wszystkich wkurza jakiś dźwięk. Różnica jednak tkwi w tym, co dzieje się, gdy granicą wrażliwości zostanie przekroczona.
Komuś jest gorąco i spoko. Mnie wyłącza się prąd: głowa i ciało przestaje funkcjonować. Zupełnie jakby ktoś wyjął mi wtyczkę z kontaktu. Przestaję kojarzyć fakty, nie umiem znaleźć drogi i logicznie myśleć. Ciało odmawia współpracy: ręce drżą, kręci mi się w głowie, trudno zaczerpnąć mi tchu. Mdleję lub mam blisko do omdlenia. Moje mięśnie zamieniają się w kisiel, w rozgrzany kisiel, który tylko się przelewa. Płonie mi skóra, czuję jakby ktoś wylał mi gorący wosk na ciało, czuję tę gorącą, oklejającą powłokę. Nie mam siły zrobić kroku. Pojawiają się mdłości. Czasami dochodzi panika. Jednym słowem systemy podtrzymujące życie się wyłączają.
Podobnie mam z innymi zmysłami. Dźwięk myjki karchera potrafi wywołać furię w trzy sekundy. To eksplozja złości, poza moją kontrolą. Ten dźwięk wwierca mi się w mózg, mam wrażenie że jest gdzieś tam w samym środku i… boli. Nie jest upierdliwy lub denerwujący. Fizycznie boli.
Wrażliwość na dotyk obejmuje oczywiście wszystkie metki w ubraniach. Chociażby nie wiem jak miękkie- muszę wyciąć. Nie toleruję niektórych faktur materiałów- po prostu nie mogę nosić takiej rzeczy bo mnie uciska, gryzie, powoduje olbrzymi dyskomfort, który uniemożliwia skupienie się na czymkolwiek innym. Drażni skórę, chociażby nie wiem jak miękkie i miłe było by dla innych. Nie cierpię też tego że ludzie mnie dotykają.
Wielu osobom wydaje się że to przesada. Mogą tolerować lekki dyskomfort, nie odczuwają go lub nie zwracają na niego uwagi, bo tak jest modnie lub ogólnie przyjęte. Ja nie mam wyboru – nadwrażliwości sensorycznej nie da się oszukać. Nie można jej odsunąć na bok, zapomnieć na chwilę. Powoduje ból fizyczny i psychiczny, w wielkościach nie do zniesienia. To dlatego autyści zdzierają z siebie ubrania, nie zwracając uwagi gdzie są i z kim. Bo noszenie ich boli. Jest jak okład z drutu kolczastego na ciele.
To tak jakby zaproponować komuś by przestał narzekać na dźwięk przy którym pękają bębenki w uszach, bo inni też uważają że jest głośny. Momentami to jest taki ból.
Upał jest najgorszy ze wszystkich sensoryzmów, bo nie sposób go uniknąć. Na dźwięki, których nie lubię zakładam słuchawki; na smaki – po prostu ich nie jem. Na upał nie mam sposobu. Mogę jedynie pozasłaniać okna i siedzieć w domu, gdzie jest trochę chłodniej niż na zewnątrz.
I czekać na zimę.

Wszystko to mam (nie znam fryzjera, kosmetyczki i innych takich), a lato mnie boli, wiosna zresztą też. Poza tym w jesień i zimę można się świetnie schować, są jak przytulna szafa. Szkoda tylko, że te dwie kochane pory są coraz cieplejsze.
PolubieniePolubione przez 1 osoba