Właściwie od tych kilku dni niewiele się zmieniło. Tegoroczna jesień najwyraźniej mi nie służy, choć taka piękna.
Dalej bujam się ze zwątpieniem, choć już nie w tak wielkim natężeniu jak tydzień temu. Ale mam jednocześnie wrażenie, że z każdego takiego upadku wstaję słabsza. Że coraz mniej we mnie siły na kolejne zmagania i pojawiające się przeszkody szybciej mnie męczą. Jakby już mi się nie chciało.
Kiedyś zarządzałam swoim otoczeniem, dopasowywałam je do mojego wyobrażenia, tworzyłam. Teraz jest mi obojętne. Kiedyś pomalowałam ściany na różne kolory, każdy pokój ma swój odrębny rys. Teraz nawet nie chciałoby mi się wybrać kolorów- no bo po co? To przecież nie ma znaczenia.
Nic nie ma znaczenia. Wszystko rozsypało się jak domek z kart.
Jakby świat tak trochę stanął w miejscu. Można tylko patrzeć jak się deterioruje, pogrąża, ginie i nic nie można z tym zrobić. Tak samo patrzę teraz na to, co mnie otacza. Nie zmienię ludzi, nie nauczę ich czym jest spektrum autyzmu i nie stworzę sobie (i innym) bardziej przyjaznego świata. I co teraz? Co się robi z taką wiedzą? Co się robi gdy realizm przesłania marzenia i plany?
Powoli wraca panika i stany lękowe, bo znów nie mam kiedy odpocząć. Znów jest za dużo. Zresztą z tym odpoczynkiem też będzie problem. Ciężko się oderwać psychicznie mając takie nastawienie. Trudno wyjść spod presji obowiązków i trudno zapomnieć o zagubionym gdzieś celu. Znów błędne koło- bo pozostanie w tym, co jest, pogorszy sytuację.
Lost. I am lost.
Jesień będzie trudna.

Dodaj komentarz