Czego to człowiek się w święta nie dowie… Same rewelacje.
Polacy znają się na wszystkim. Są specjalistami od ekonomii i piłki nożnej, najlepszymi trenerami skoków narciarskich i ekspertami wychowania. Polityczne meandry również są im nieobce. Ba, nawet na zawiłe problemy prawne mają proste i skuteczne rozwiązania!
Okazuje się że też, że niektórzy są specjalistami o autyzmu, co w sumie bardzo mnie zaskoczyło. Nie oczekiwałam, że ten temat pojawi się przy świątecznym stole.
Nic to, że się pojawił. Ale ile ciekawostek i rewelacji można się dowiedzieć!
Po raz pierwszy usłyszałam że istnieje autyzm metaboliczny. Ponieważ Hans postanowił drążyć problem, zapytałam co to takiego. Może ja jaka niedouczona jestem, jak w żadnej z tych moich książek tego nie znalazłam? Może ja złe książki czytam? Niestety, odpowiedzi brak. Rozpoczęło się mętne opowiadanie o tym, że to enzymy i te enzymy, no wiesz, i w ogóle… Dalej nie wiem co to. Ale jest też genetyczny. I behawioralny.
Moje próby tłumaczenia, że jest jeden autyzm, który przejawia się behawioralnie (w określonych zachowaniach) i jest powiązany z innym mikrobiomem jelit (tu są na to badania), nie przyniosły żadnego skutku.
Następna rewelacja pochodziła z dziedziny genetyki. Za autyzm odpowiada ponad 1000 genów. I jeszcze te straszne szczepionki. Siedzę tam i tak sobie myślę, że Jezus Maria… (że tak przy świętach pojadę z katolicka).
Moje próby wytłumaczenia, że genetyka to nie wszystko, że ważny jest też wpływ środowiska i że tych genów „autystycznych” to trochę mniej jest, a szczepionki to ściema była, spełzają na niczym.
Następna rewelacja jest tuż tuż. Jakiekolwiek zmiany i naukę można wprowadzać do 10 roku życia bo potem mózg przestaje być plastyczny i nic się nie zmieni – nie da się „odkręcić” autyzmu (a do 10 r.ż. się da). No to po czterdziestce mam przesrane. Na moje cichutkie bąknięcie, że to nieprawda, podnosi się krzyk. Próbuję wytłumaczyć, że to sposób postrzegania świata, „lepsze okablowanie” jednej części mózgu przy „gorszym okablowaniu” innych. Nie mam racji. Wszyscy wiedzą lepiej ode mnie jak postrzegam świat i czego się mogę nauczyć, a czego nie.
Istotne jest też nauczenie dziecka (do tego 10 roku życia oczywiście) patrzenia innym w oczy. Bo autyści jak patrzą komuś w oczy, to widzą go na wylot. WHAT THE FUCK? Oj ludzie, ludzie, gdzie wy to wszystko czytacie? W brukowcach?
Nawet argument ale ja mam diagnozę spektrum autyzmu – zespołu aspergera i naprawdę wiem o czym mówię – nie dodaje mi autorytetu. Nie znam się. Gdzieś, coś napisano lub powiedziano inaczej. Wszyscy wiedzą lepiej.
Do myślenia daje to, że to idee promowane przez lekarza pediatrę, który potrafi na oko ocenić czy dziecko ma autyzm czy nie. Chuj tam z konsylium, psychiatrami, psychologami, testami i badaniami. Po co się męczyć i płacić, jak można ocenić na oko. Wchodzi bąbelek do lekarki a ona ciach! Rzuca okiem i mówi tak lub nie. Proste, co?
Jutro – 2.04 – jest światowy dzień świadomości autyzmu. W sumie nie wiem po co go organizować, jeżeli nawet relacja ze środka autystycznego świata nic nie zmienia. Ludzie neurotypowi postrzegają to, co chcą postrzegać. Wiedzą lepiej, bo interpretują wszystko przez swój pryzmat, swoje możliwości i umiejętności. Nie chcą poznać rzeczywistej prawdy, zaakceptować tego, co odmienne, usłyszeć, że jest inaczej niż uważają. Chcą to ułożyć po swojemu. A że nie zgadza się z rzeczywistością? Tym gorzej dla rzeczywistości.
Zaszyję się w dziś w sobie, z moim tysiącem genów, widzeniem na wylot, autyzmem metabolicznym, behawioralnym i genetycznym i innymi rzeczami, o istnieniu których nie miałam pojęcia. Kac społeczny po wczorajszych dyskusjach odbija mi się nieustającą czkawką.

Dodaj komentarz