Nareszcie 🙂
Kolejny, coroczny, grudniowy koszmar już za mną. Wraz z nim kilka obserwacji, bo mój odbiór świąt zmienia się z roku na rok. Im więcej wiem, tym większa ta zmiana.
Próba wytłumaczenia dlaczego święta są dla mnie tak obciążające spełzła na niczym. Przesadzasz – to słowo klucz ostatnich dni grudnia. Nam – osobom z Zespołem Aspergera – odmawia się umiejętności wczucia się w myśli i emocje innych osób. Tymczasem co rok mam wrażenie, że to neurotypowi nie potrafią tego robić, zgodnie z zasadą jak ja mam tak, to ty musisz mieć tak samo. Nie wspominając już o odrobinie tolerancji dla inności i odmiennych poglądów czy odczuć.
Kolejny raz zaskoczyło mnie to jak ważne są pewne schematy społeczne – tradycja, przyzwyczajenie do tego jak było, wyjątkowość świąt i niepoddawanie się ogólnym prawom. Ta fasada, którą serwuje telewizja, sklepy i wszystko dookoła. Kolejny rok z fascynacją obserwuję jak na stół wjeżdża pińcet potraw, a ludzie wszystko to pochłaniają – bo w święta kalorie się nie liczą i można żreć aż pod korek. Momentami nawet mnie to bawi. Oczywiście odmowa zjedzenia siedemnastego dania znów jest afrontem towarzyskim. Ale tu nie ma negocjacji – nie zamierzam robić sobie krzywdy dlatego, żeby ktoś się lepiej poczuł.
Na czas świąt i pierwszych dni poświątecznych wróciła panika i lęk. Interpretuję to jako wynik przebodźcowania, nadmiar wszystkiego czego akurat nie lubię, mnóstwo spotkań z ludźmi i wysoki poziom stresu. Skończyły mi się zasoby na ogarnięcie tego całego świątecznego piedolnika (a może były zbyt ograniczone by to ogarnąć). Lęk mija po powrocie do codziennej, znanej i cichej rutyny. Po weekendzie w górach właściwie wygasł. Rozkoszuję się ciszą.
Ciekawostką było to, jak ciało oddaje poziom stresu. Akurat tak się złożyło, że dzień przed wigilią pielęgniarka mierzyła mi ciśnienie. Wysokie. Za wysokie. Dostałam zalecenie mierzenia go sobie regularnie, więc zaczęłam to robić. Przez trzy dni świąt – wysokie, nawet pod 150. Po świętach – cudowne uleczenie – w normie, jak z podręcznika medycyny. I tak aż do dzisiaj (i zapewne dalej). Nie mam nadciśnienia, choruję na święta.
Ten stres wychodził też w kontaktach i postrzeganiu świata. Byłam rozdrażniona, niespokojna. Wiele rzeczy mnie wkurzało – najczęściej jakieś drobiazgi, na które nie zwracam uwagi, albo które uważam za niewarte uwagi. To całe funkcjonowanie w napięciu i z zegarkiem w ręku (bo nie wypada się spóźnić) generowało dodatkowy niepokój. Trzeba zdążyć. Trzeba się dopasować. Trzeba się ubrać odpowiednio. Co wypada a co nie? Święta jako symbol stresu.
Pozostaje się cieszyć, że to tylko 2 razy do roku.

Ponieważ mój mózg blokuje odczuwanie uczuć, więc nie czuję stresu związanego ze świętami. Ale nie mogę zasnąć, wybudzam się o dziwnych porach, skupić się nie mogę. No i naturalnie boli głowa.
Czyli jednak się stresuję. Tylko CZYM?? Święta spędzam z dziećmi, jeszcze-mężem… nie chadzam w gości, do siebie zapraszam swoich ludzi, czyli takich co wiedzą, że u mnie stołu ciężkiego od potraw nie zastaną, a niektórzy wręcz przychodzą nawet z własnym mlekiem oraz ciastem.
Ale święta=stres.
Czasem podejrzewam, że to jest jakiś rodzaj pamięci komórkowej.
Marzę o tym, by wyjechać na święta gdzieś, gdzie jest ciepło i nie ma obowiązku świętowania. Tylko ceny w tym okresie są zaporowe.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Mam podobnie. Też myślałam że nic nie czuję, aż do zmierzenia sobie ciśnienia. To co wycięłam na poziomie emocji, odezwało się w ciele. W grudniu też mam migrenowe bóle głowy. Niby halny i zmiany pogody, ale zastanawiam się na ile to jest powiązane…
PolubieniePolubienie
Haha! Dlatego specjalnie w moim komentarzu do poprzedniego posta znalazło się słowo „Przesadzasz” z uśmieszkiem, bo rzeczywiście jest to najczęstsza reakcja otoczenia na to że ktoś czegoś nie lubi i chce inaczej, czegoś się boi, nie potrafi przełamać bariery itd. Jak często to słyszę….
Co do reakcji ciała na stres – wczoraj w jednym ze słuchanych przeze mnie podcastów padło cytowanie badania, które ujawniło, że bodajże 64% osób cierpiących na depresję lub zaburzenia lękowe ma nasilenie dolegliwości przed świętami. Z moim ciśnieniem jest zresztą podobnie: na co dzień farmakologia i lekarz by utrzymać je w ryzach, a na urlopie jest wręcz modelowe. Stres potrafi niszczyć zdrowie.
PolubieniePolubione przez 1 osoba