Codzienna presja

Kiedy uświadamiasz sobie jak bardzo przytłaczają cię codzienne obowiązki… i nic nie możesz z tym zrobić.

O presji już pisałam – o jej stresującym charakterze, wszędobylskości, złośliwości i psuciu tego co fajne. Teraz, po kilku dniach wolnego i oderwania od codziennego kieratu, widzę jak bardzo mi dokucza. Jak odbiera siły, wysysa chęć do życia.

Kilka dni wolnego to wspaniały pomysł – wyrwać się z domu, zapomnieć o wszystkich listach rzeczy do zrobienia, planach, kalendarzach i deadline’ach. Jechać przed siebie, tam gdzie ma się ochotę; odpoczywać gdy już się nie chce. Zmieniać plan i cieszyć się tym nowym. Wieczorami oglądać dobre filmy i nie przejmować się tym co jutro. Jutro się pomyśli, jutro się zrobi, bo jest tak mało do zrobienia, że właściwie szkoda tracić czas na planowanie. Żarcie serwowane do wyboru, sklep z dostępnym wszystkim co się chce i zero zobowiązań. Życie bez zegarka. Życie bez kalendarza. Bez telefonu i internetów.

Piękne życie – przez te kilka dni.

A później – powrót do domu, do tego wszystkiego co czeka, trzeba, należy, musisz. Do rzeczy, które zostały odłożone na po powrocie. Do stęsknionych zwierzaków, które nie chcą się odkleić i zamęczają cię swoja obecnością i domaganiem się uwagi. Do okolicznych bodźców, krzyczących dzieci sąsiada, wyjącej kosiarki i piły do drewna. Niby nic, niby to samo co było, ale w głowie jakiś gigantyczny przeskok. Jakby wkroczyć w inną rzeczywistość. Przestąpić niewidoczną bramę. Za nią na ramiona opada presja, a z nią stres, napięcie i obawy. Bo tu jestem odpowiedzialna za wszystko.

Może dlatego, że to życie z którego nie da się uciec? Które zawsze się będzie za mną wlokło, bo jest moje? Może to powrót do rutyny, tej codziennej, nacechowanej ciągłym napięciem i stresem?

Nie umiem się wyrwać spod tej presji. Nie umiem podejść do tego wszystkiego jak podchodzę do spraw na wyjeździe. Coś się zepsuło? Trudno, pojadę na zepsutym. Nie muszę zaraz załatwić, naprawiać, dzwonić po serwisach. Jest jak jest. Nie da się nic zmienić bo jest święto – wszystko zamknięte. Olewam. Przyjmuję do wiadomości. Inaczej nie będzie.

W domu zupełnie inaczej – od razu ląduje w kategorii kolejna rzecz do załatwienia. Kategorii, która zawsze jest pełna, bo ilekolwiek bym nie zrobiła, to zawsze coś do niej wskoczy. Od razu też stresuje, bo trzeba zadzwonić, załatwić. Czekać. Odebrać. Sprawdzić. Jeden drobiazg, a tyle roboty. I z każdym jest to samo. Trwa w nieskończoność, a jak już się skończy, to na jego miejsce wskakuje następny. I też będzie trwał i trwał.

Męczy mnie codzienny świat. Czuję się nim zmęczona, wracaniem do niego, siedzeniem w nim, mierzeniem się z wyzwaniami. Coraz częściej marzy mi się po prostu z niego uciec. Bo zmienić go i tak nie potrafię.

3 myśli na temat “Codzienna presja

Dodaj własny

  1. Trudno nie mieć stresu w pracy, skoro wszystko jest pilne i na wczoraj. Straszenie konsekwencjami spóźnienia się o chwilę. Pracuj szybko, jedz szybko… nie zdążysz. I ludzie jacyś nerwowi…

    Moje obserwacje są podobne. Brakuje tego „slow life” każdego dnia. Brakuje stawiania granic (czas dla siebie), uśmiechu i zamiany work-life balance na life-work balance.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No wiesz, tylko kiedyś nie było maili i smartfonów i jak nie załatwiłeś do 16 to mogłeś zadzwonić następnego dnia w godzinach otwarcia. I jakoś przeżyliśmy. Czemu teraz tak się nie da?

      Polubienie

      1. Między innymi rzeczone smartfony są odpowiedzialne za taki stan. I w każdym z nich milion aplikacji specjalizowanych w jednej konkretnej rzeczy. Tymczasem taki obrazek: środek niczego w pobliżu węgierskiego Balatonu – pola, drzewa, a wśród nich targ. Spory targ ze sprzedawcami warzyw, owoców, jajek, serów, mięsa i wędlin oraz staroci i kupy mniej lub bardziej przydatnych rzeczy. Mali, prywatni, lokalni wytwórcy, w obrocie gotówka, a paragon wypisują ręcznie na małym blankiecie. I taka myśl się w głowie zrodziła, czy u nas fiskus z sanepidem pozwoliliby na coś takiego? Chyba utknęliśmy w świecie obostrzeń, procedur, biurokracji i kontroli. A to powoduje stres i życie w ciągłym biegu, by zdążyć na czas z papierami, raportami, podatkami itd. Na koniec jeszcze usłużny smartfon przypomni Ci o terminach.

        Polubienie

Dodaj odpowiedź do Nemo Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑