Upał czy pełzająca depresja?

Skąd wiadomo co mnie zabija?

Mam poczucie pogrążania się coraz bardziej. Nadwrażliwość na ciepło, upał, słońce, skutecznie ograniczają mi zakres rzeczy, które mogę robić. W większości wycinają to co kocham, zamykając mnie w domu, gdzie jest nieco chłodniej. Frustracja. Samotność. Odklejenie.

Zazdroszczę tym, którzy potrafią w tej wrzącej zupie funkcjonować.

Ciągła presja, gdy tylko pojawi się chwila oddechu. Jak wykorzystać poranek? Chciałabym zrobić wszystko to, czego nie mogę robić w południowym skwarze, ale jak to zmieścić w te dwie – trzy godziny o świcie? Nie umiem wybrać. Czasami się udaje; czasami siedzę i myślę o marnowaniu ostatniej chwili na aktywności na zewnątrz. Poranne bieganie po domu, by zasłonić każde okno, przez które wlewa się żar – taki nowy rytuał. Wieczorem druga runda, by wszystko poodsłaniać i wpuścić trochę chłodu nocy.

To nie depresja, to upał.

Jednocześnie jakaś rezygnacja, nawet chyba nie smutek. Takie zaakceptowanie „bo trzeba”, na granicy akceptacji – wiem że nie zmienię, mogę tylko udawać że jest wporzo. Przeczekać. Dociągnąć do jutra.

Marazm. Stagnacja. Przeczekiwanie życia.

Przepełnia mnie frustracja, tracę z oczu mój cel, kwestionuję swoje umiejętności i możliwości. Setny raz zadaję sobie pytanie czy ja na pewno dam radę? Czy to nie była mrzonka? Piękny potok negatywnych myśli. Mam poczucie, że marnuję czas, który mogłabym poświęcić na uczenie się lub poznawanie nowych rzeczy, które będą później użyteczne. Poczucie rezygnacji, zmęczenie, sfrustrowania, bezsensu, uwikłania w formalności i nakazy. Takie, które wszyscy uważają za absurdalne, ale robią dobrą minę do złej gry obchodząc je lub naginając. Jeżeli wszyscy wiedzą że to do dupy, to czemu tego nie zmienić? Jeżeli wszyscy tańczymy w wielkiej farsie, czemu nie zrobić z tego porządnego przedstawienia? Nie rozumiem świata.

Nie rozumiem też ludzi. Znów siedzę i rozkminiam, co jest napisane w sms-ie. Czy to oznacza że mam przyjechać, czy lepiej nie? Czy ta informacja to zaproszenie, czy wręcz przeciwnie? Nienawidzę tego, że ludzie każą się domyślać, a potem karzą fochem za błędne interpretacje. I tak, mogę napisać i doprecyzować co autor miał na myśli, ale nie mam siły tego zrobić. Jakoś tak opadają mi ręce. Patrzę na komunikat i go zostawiam. Nie wiem. Nie chce mi się. Nie zależy mi. Zawinę się w kłębek i pogapię się w sufit. Albo pośpię.

Depresja.

Drażliwość, wkurw na wszystkich dookoła, pomieszany z nadnaturalną sennością. Można spać 2-3 razy dziennie w trakcie dnia i jeszcze przespać noc. Wystarczy, że się na chwilę położę, zasypiam. Śnią mi się rzeczy z przeszłości; mam przegląd znajomych, których nie widziałam od 20-30 lat. Liceum. Studia. Nawet podstawówka. Całe długie opowiadania w full kolorze. Czy to to życie, które przelatuje człowiekowi przed oczyma przed śmiercią? W moich snach ktoś mnie zostawia, opuszcza, jestem sama. Zmęczona. Zalękniona. Próbująca ogarnąć coś na czas, a obok tylko ludzie, którzy wymagają. I pytają czemu mi nie idzie. I nie mający dla mnie czasu, chociaż obiecali że pogadamy.

Zmęczenie temperaturami? Zmęczenie światem? Depresyjne zaburzenia snu? Depresyjne objawy zamaskowane drażliwością i napięciem? Wycinanie bodźców? Meltdown? Shutdown? Przemęczenie? Wypalenie? Wszystko jednocześnie?

Chuj wie co. I teraz znajdź na to lekarstwo.

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑