Proszenie o pomoc

Proszenie o pomoc jest dla ludzi z Zespołem Aspergera trudne. Myślę, że wynika to z kilku powodów.

Po pierwsze, nie wiem jak to zrobić. Czy należy po prostu powiedzieć, że potrzebuję pomocy? Czy może dać do zrozumienia jakoś inaczej? Zazwyczaj wysyłam jakieś subtelne sygnały, na tyle subtelne, że nikt się w nich nie orientuje. Dopiero w ostatnich latach nauczyłam się pytać wprost i mówić wprost, że potrzebuję pomocy lub rady. I robię to tylko wobec jednej osoby, co do której mam stuprocentową pewność, że mnie nie oleje i nie zbagatelizuje (to osoba z Aspergerem). Cała reszta ludzkości, łącznie z osobami przeszkolonymi do udzielania pomocy psychologicznej, to niestety zupełnie niedostępna opcja wsparcia. Jak są potrzebni to ich nie ma.

Po drugie boję się odrzucenia. Co będzie, gdy poproszę o pomoc, a ktoś to zignoruje (takie sytuacje już mi się zdarzyły)? Albo powie, że jego zdaniem pomocy nie potrzebuję (to zresztą też)? Albo co gorsza – nie powie nic, co dałoby się zinterpretować jako tak lub nie i zostawi mnie w zawieszeniu i z rozkminą na najbliższe kilka godzin, dni, tygodni? Nie, jednak podziękuję.

Po trzecie, nie przychodzi mi nawet na myśl, że można poprosić o pomoc drugiego człowieka. Najczęściej, jak nie mogę sobie z czymś poradzić, szukam informacji w książkach lub Internecie. Na pewno ktoś już się mierzył z takim problemem lub czuł podobnie. Może są tam informacje jak się z tego wychodzi?

Po czwarte, kiedy nadchodzi moment, gdy jestem tak zdesperowana, że muszę prosić o pomoc, to najczęściej jestem na krawędzi shutdownu lub meltdowu. Co oznacza, że nawet poproszenie o pomoc mnie przerasta.

Po piąte, nie wierzę też, by ludzie mogliby mi pomóc. Jeżeli zwracam się do nich, to najczęściej już z takimi sprawami, które są poważne, np. myślę zbyt często lub zbyt konkretnie o samobójstwie. Wiele osób ma w zanadrzu jakiś standardowy, wyświechtany tekst w stylu wszystko będzie dobrze, nie martw się. I życie jest piękne. Część osób nie potrafi w ogóle rozmawiać na taki temat, nie wie jak zareagować. Część osób zapewne ma mnie w dupie i próbuje spławić, bo mają inne rzeczy na głowie. Mało kto potrafi to przyjąć i po prostu być. Wysłuchać, nie oceniać. To nauczyło mnie, że lepiej w pewnych sytuacjach o pomoc nie prosić.

Po szóste, nie lubię dzielić się z ludźmi tym, co czuję, bo wielokrotnie przekonałam się, że czuję inaczej i interpretuję inaczej. Wyrzucanie z siebie uczuć, zwłaszcza tych „złych”, jest źle widziane. Nic dziwnego, kto lubi przebywać z maruderami i wiecznymi narzekaczami? Można się tylko zarazić frustracją, a to całe gadanie i tak nic nie zmienia. Myślę też, że widok kogoś kto cierpi, wywołuje u neurotypowych dysonans. Dlatego wolę nie pokazywać za wiele na zewnątrz, a przeżywać sobie w samotności. Nigdy nie wiem czy to, co pokażę, to nie będzie już za dużo, przestań histeryzować albo nie przesadzaj, nie jest tak źle.

Po siódme właśnie: gadanie i działanie. Nie umiem wyciągnąć z rozmowy tego, co neurotypowi wyciągają zapewne z automatu: wsparcia, ciepła, otuchy. Być może nie potrafię tego poczuć, bo ktoś okazuje to w innym (neurotypowym) języku: w gestach, mimice, zachowaniu, które są dla mnie mniejszą lub większą zagadką. Jeżeli nie dostanę konkretnych wskazówek, co można zrobić, to rozmowa jest najczęściej bezużyteczna i nie spełnia swojego celu.

W efekcie osoby z zespołem Aspergera gdy potrzebują pomocy często zostają same, co dodatkowo izoluje nas od reszty społeczeństwa.

Co można zrobić w sytuacji gdy potrzebujecie pomocy kogoś z zewnątrz?

  • Prosić o pomoc „otwartym tekstem”, mówiąc wprost: potrzebuję pomocy, czy możesz mi pomóc, potrzebuję twojej rady, wsparcia. Jeżeli ktoś ma chociaż odrobinę empatii, to nie powinien wtedy zostawić. Warto wybrać osobę której ufamy, z którą jesteśmy blisko, która jest otwarta.
  • Poszukać profesjonalnej pomocy i psychologa kryzysowego, pod jakimś numerem telefonu zaufania, u kogoś kto ogarnia autyzm. Znalezienie takiej osoby graniczy z cudem (podobnie jak z cudem graniczy jakikolwiek wolny termin na konsultację), ale nie zaszkodzi spróbować. Zaletą tego rozwiązania jest to, że interwenci kryzysowi są szkoleni do takich sytuacji, więc z grubsza mają wyobrażenie, co dzieje się w głowie w trudnym momencie.
  • Poszukać pomocy w Internecie. Kiedyś, jak depresja przycisnęła mnie na maksa i wydawało mi się, że nie dam rady przeżyć ani sekundy dłużej, trafiłam na stronę, którą z empatią „przytrzymała” mnie w rzeczywistości. Oczywiście dzisiaj nie umiem jej znaleźć. Często szukam też informacji o temacie, który mnie nurtuje. Wiadomo, wiedza rozwiązuje większość problemów ludzi z ASD, bo daje niezbędne informacje, pozwalające szeregować i opisywać rzeczywistość.
  • Jak o Internecie mowa – zajrzeć na fora autystyczne. Tam są ludzie, którzy mierzą się z podobnymi wyzwaniami. Może mają już jakiś sprawdzony sposób, albo coś już sobie ogarnęli i się tym podzielą? A może po prostu pogadają i poświęcą czas, bez oceniania adekwatności reakcji do sytuacji i komentowania jej natężenia. Nie korzystam z tej metody, ale może komuś będzie pasowała.
  • Nie oczekiwać zbyt dużo. Neurotypowi ludzie nie są w stanie przyjąć wszystkiego, a wiele tematów wywołuje u nich panikę. Najlepiej mówić jak najmniej, ale wystarczająco, by mieli wszystkie informacje niezbędne do udzielenia pomocy. Powiedz im:
  1. o co konkretnie prosisz (potrzebuję pomocy, czy możesz do mnie przyjść, czy możesz mnie podrzucić na spotkanie)
  2. opisz kontekst, tak by osoba proszona o pomoc mogła ocenić czy jest w stanie ci pomóc (mam atak paniki, ale on przejdzie za chwilę, jest mi lepiej, gdy ktoś jest obok. Muszę zdążyć na spotkanie, a zepsuł mi się samochód).
  3. pokaż, że wybór osoby nie był losowy, uzasadnij swoją prośbę (mój psycholog nie odbiera, więc pomyślałam o tobie, bo fajnie nam się gada. Próbowałam dzwonić po taksówkę, ale wszystkie są zajęte).
  4. podziękuj, bez względu na efekt prośby.
  • Czasami łatwiej poprosić o pomoc obcą osobę niż kogoś znajomego. Wiele razy to robiłam i chyba nigdy mi nie odmówiono (czego nie można powiedzieć o znajomych). Dostałam też spory pakiet empatii, obecność i namacalne wsparcie w rodzaju np. wykonania telefonu na pogotowie i przechowania roweru.
A tu przykład na heurystykę zakotwiczenia. Ciekawe ile osób, po przeczytaniu wpisu o pomaganiu, zobaczyło na tym obrazku matkę niosącą swoje młode. Muszę je rozczarować. To kopulujące ropuchy. Jak widać interpretacja rzeczywistości zależy od wielu czynników i… jest tylko interpretacją (nie zawsze zgodną z prawdą). Szach i mat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: