Shutdown

Shutdown to taki moment, kiedy ilość bodźców przekracza wartość krytyczną. Wtedy aspie „odłącza się” od rzeczywistości, by nie otrzymywać kolejnych, czyli zaczyna się mieć wszystko w… głębokim poważaniu.

Shutdown można opisać jako ogromne poczucie zmęczenia rzeczywistością. Takie, że nie ma się siły ruszyć ręką nawet w prostych, codziennych sprawach. Kiedy nie chce mi się nawet zrobić czegoś do jedzenia, chociaż jestem głodna. Kiedy nie utrzymuję kontaktu ze światem, bo mnie to męczy. Zamykam się w swoim, aspergerowym, gdzie jest bezpiecznie, cicho i dobrze.

Przyczyny shutdownu

To prawda, że po latach doświadczeń shutdown można przewidzieć.

Napięcie narasta. Najczęściej jest to ściganie się z czasem. Dużo obowiązków, dużo rzeczy do zrobienia na teraz, albo na wczoraj. Urywające się telefony. Męczący klienci lub znajomi, którzy potrzebują akurat w tym momencie jakiejś mało ważnej informacji. Albo postanowili zadzwonić żeby sobie pogadać, rozbijając tym cały misterny plan okiełznania rzeczywistości.
Najpierw może pojawić się złość. Albo niepokój. Kumulują się, nakręcają wzajemnie. Do tego nieustająca presja czasu. A potem wszystko się wali jak domek z kart.

Drugą przyczyną shutdownu jest sytuacja, kiedy muszę się zmierzyć z neurotypowym światem i ni cholery mi to nie wychodzi. Kiedy wydaje mi się, że wszystko było dograne i ustalone, a okazuje się, że jednak nie. Kiedy ktoś zaprzecza lub kwestionuje to, na co się umówiliśmy. Albo mi wmawia coś całkiem innego. Czuję się wtedy tak zaskoczona i tak bardzo nie wiem co zrobić, że najczęściej kończy się to właśnie wypięciem się na rzeczywistość. Nie umiem sobie poradzić ze światem, niech sobie świat radzi beze mnie.

Shutdown – „objawy”

Shutdown nie jest miłym doświadczeniem dla osoby z zewnątrz. Ja go lubię, bo w końcu zamykam się we własnym świecie i mam wyjebane na wszystko inne.

Przerasta mnie wszystko co nie jest leżeniem pod kocem i odcięciem od rzeczywistości. Mogę próbować rozpłynąć się w muzyce; może to być zamknięcie oczu lub utopienie się w rzeczach, które z Hansem kochamy. To jest tak, jakby ktoś złapał mnie w pajęczą sieć. Niby mogę się poruszać, ale wymaga to ogromnego wysiłku i jest bardzo powolne. I nie ma sensu, więc człowiek przestaje to robić. Nie docierają do mnie bodźce, nie wiem co chcę robić (nic?) i ciężko nawiązać ze mną kontakt.

Często wtedy pojawia się rozczarowanie. Czasami myślę o tym jak bardzo nienawidzę rzeczywistości, jak nie chcę w niej żyć. Odmawiam z nią jakiegokolwiek kontaktu. Nie otwieram drzwi, nie odbieram telefonów. Nie obchodzą mnie deadlines i obowiązki, które muszę dzisiaj wykonać. Niech się wali, I don’t care.
Najchętniej bym sobie zafundowała jakiś reset, dzięki któremu nie będę mieć świadomości, że ta obrzydliwa rzeczywistość nadal istnieje i na mnie czeka.

Potem pojawia się poczucie inności i braku akceptacji. Rzeczywistość jest przereklamowana. Nie chcę jej. Czuję się fatalnie, jak ten niepasujący puzzel z innego zestawu. Tak bym chciała coś zmienić, ale to co mnie otacza jest przygniatające. A ja mam wrażenie, że nie umiem już znieść tego ciężaru. Już więcej nie podźwignę. Jakbym miała siłę krzyczeć, to bym jej wykrzyczała, co myślę. I to w samych grubych słowach.

A czasami shutdown jest cudownie nijaki. Nie myślę, nie czuję, rozpływam się w autyzmie i jest mi z tym dobrze. Świat przestaje istnieć, moje życie płynie sobie spokojnie swoim rytmem. Patrzę sobie w sufit, albo na chmury. Jak ładnie płyną po niebie, każda w swoim perfekcyjnym kształcie.

Shutdown czasami łączy się z meltdownem, czyli załamaniem psychicznym. To taka depresja w wersji skondensowanej. Rozczarowanie światem. Skumulowany smutek. Łzy. Płacz, może czasem nawet szloch. Rozdzierający wnętrze. Odczuwalny ból, o wysokim natężeniu. Chyba nie do końca da się to opisać.

Obecność ludzi w czasie odcięcia niewiele zmienia. Nawet tych którzy rozumieją, tych najbliższych. Oni też wymagają zasobów do obsłużenia interakcji, a ja już takich zasobów nie mam. Dryfuję sobie z Hansem na łajbie o nazwie Asperger i można do mnie krzyczeć z brzegu – wiatr zagłusza wszystkie słowa.

Wychodzenie z shutdownu

Finalnie shutdown mija. Organizm się regeneruje, zbiera siły, ładuje baterie. Można znów spróbować zmierzyć się z rzeczywistością.

Tym, co można dla siebie zrobić, jest chwila wolnego i odcięcie się od rzeczywistości (w takim stanie i tak nie ma szans pracować; nie ma szans na kontakty towarzyskie). Mi pomaga ucieczka do lasu, w góry, bo tam jest mój dom; tam czuję się u siebie. Albo koc na głowę i dajcie mi wszyscy święty spokój. Po kilku godzinach mogę wrócić do życia, chociaż równowaga po shutdownie jest bardzo krucha. Bufor na wydarzenia neurotypowej rzeczywistości wciąż jest wypełniony i wystarczy jedna rzecz, by się wkurzyć i zamknąć znowu. Warto więc dać sobie luz i nie planować żadnych hardkorowych spotkań i zadań w najbliższych dniach.

Unikanie shutdownu

Czy shutdownu można uniknąć? Teoretycznie tak. Jak tylko czuję, że się zbliża, robię sobie wolne. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, gdy ktoś pracuje. Nie zawsze da się zamknąć komputer i powiedzieć wszystkim, żeby spadali. A to póki co najlepsze wyjście jakie znam.

Czasami, na wstępnym etapie, pomaga sport. Można wybiegać to całe napięcie, można pójść na basen, zanurzyć głowę pod wodę i neurotypowy świat znika. Jest tylko cisza i dźwięki wydawane gdy ciało pływaka przecina taflę wody. Jest otulająca łagodność wody.

Najlepszą metodą jest trzymanie równowagi na co dzień (mniej pracy, więcej odpoczynku), tylko nie zawsze udaje się znaleźć ten balans.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: