Objawy lęku u osób z ASD

Nie odróżniam się w kwestii lęku od innych dorosłych z zespołem Aspergera. We wszystkich książkach piszą, że wszyscy ludzie z ASD doświadczają lęku. Ja też.

Jakbym miała opisać lęk jednym zdaniem, to uczucie które towarzyszy mi od zawsze. Czuję go w sytuacjach zaskakujących i całkiem przewidywalnych. Budzę się z nim i śpię. Znamy się na ty. Jest ze mną w samotności i w kontaktach z ludźmi. Potrafi być dyskretny lub narzuca się z całą siłą. Jestem tak przyzwyczajona, że czasami nawet się nie orientuję, że go odczuwam. Dopiero jak zaczyna się coś sypać, to zwracam na to uwagę.

Miało być o objawach lęku w poprzednim wpisie, ale przemyślenia poszły w innym kierunku (rozpisałam się jak na eksperta przystało), więc będzie teraz, osobno. To wiedza pozwalająca stwierdzić co się dzieje, chociaż teoretycznie… nie dzieje się nic.

Lęk u mnie objawia się m.in.

  • Generowaniem negatywnych myśli. Moje myśli same płyną w kierunku negatywnych wydarzeń. Każda sytuacja kończy się źle. Wypadkiem. Złym wspomnieniem z przeszłości. Regularnie uśmiercam bliskich. Regularnie boję się, że coś im się stanie. Lepiej nie wychodzić z domu, bo tam na zewnątrz czyha nieznane. I na pewno złe.
  • Napięciem mięśni. Spinają mi się mięśnie, najczęściej w nogach lub plecach. Efekt jest taki, że leżąc wygodnie i czytając, czuję ból jak po ostrym bieganiu. Żeby było jeszcze śmieszniej, podczas uprawiania sportu ból mija. Wraca jak odpoczywam.
  • Martwieniem się. Trochę na zapas. Tym co może się wydarzyć (a na pewno będzie to coś złego, przecież tego należy się obawiać). Przewidywaniem najgorszej przyszłości. Najgorszych opcji wydarzeń. Jak coś się może nie udać, to się nie uda. Będzie największy fakap, jaki może się zdarzyć w tej sytuacji. Nawet jak coś się układa, to lepiej być wtedy ostrożnym. To cisza przed burzą. Jak człowiek straci czujność, to to, co złe, zaskoczy go znienacka.
  • Problemami ze snem. Krótko mówiąc – nie mogę się wyspać. Niby śpię, niby wszystko ok, ale ten sen też nie jest spokojny. Budzę się w nocy. Nie mogę zasnąć. Kręcę się, przewracam z boku na bok. Śnią mi się koszmary, albo wydarzenia nieprzyjemne – kłótnie, awantury, wszystkie te, gdzie trzeba się skonfrontować z ludźmi. We śnie męczy mnie to tak samo, jak w rzeczywistości. Wstaję rano półprzytomna, bo niby śpię, ale jednak nie odpoczywam.
  • Marudzeniem (tak chyba trzeba to nazwać). Wszystko mi w poprzek. Każda propozycja ma jakieś ale. Każda ma jakiś feler. Nie wiem co chcę robić. Nie wiem na co mam ochotę. Najchętniej zamknęła bym się w aspergerowym świecie. I nie musiała wracać do tego neurotypowego. Snuję się, bo każda czynność jest jakaś nijaka. Nie wciąga. Nie daje radości. Nic mnie nie absorbuje na tyle, by przestać grzęznąć w tym bagienku marazmu.
  • Przestaje mi smakować jedzenie. Właściwie to wszystko jest papką potrzebną do życia. Nieważne co na talerzu. Jem tylko po to, by dostarczyć sobie paliwa. Czasami zapominam zjeść. Czasami jem ciągle to samo, bo nie mam pomysłu, co innego można jeść. Czasami zrobienie sobie posiłku jest zbyt wymagającym zajęciem, więc odpuszczam. Często nie czuję głodu i dopiero jak zaczyna mi być słabo i kręcić się w głowie; dopiero wtedy orientuję się, że nie jem.
  • Brakiem ochoty na mierzenie się z nowościami. Wolę wybierać coś, co już znam (jeżeli w ogóle muszę coś wybrać). Przykładowo – pojadę w miejsce, gdzie byłam tydzień temu, ale nie wybiorę się na wycieczkę na drugi koniec Polski, o której marzę od lat. Tak jakby lęk wyżerał cały zapas energii niezbędnej do realizacji takiego wydarzenia. Wydaje mi się, że nie jestem w stanie unieść niczego, że nie mam siły. W ten sposób marzenia rozpływają się, a ja zostaję z niesmakiem i smutkiem.
  • Poczuciem zmęczenia. Właściwie to wycieńczenia. Nie mam mocy żeby wziąć się za cokolwiek. Czas płynie, przecieka mi przez palce, a każda, nawet najdrobniejsza aktywność, mnie przerasta. Moja głowa mi mówi, że nie dam rady, nie mam sił by coś robić. Boli mnie zrobienie kilku kroków. A potem jak już to przełamię, okazuje się, że jednak mięśnie działają normalnie.

Pewnie coś jeszcze dałoby się napisać. Część objawów lęku może być tak subtelna, że ich nawet nie rejestruję. Jak na przykład to, że leci mi wszystko z rąk. Albo poczucie ściśniętego żołądka. Do tego już tak przywykłam, że nie zauważam.

Lęk jest też brakiem nadziei. Postrzeganiem świata w sposób czarno-czarny. Kiedy każda droga, którą chce się wybrać jest zasypana, zarośnięta, nie do przejścia. Umysł rzuca kłody pod nogi, filtrując tylko to, co przerażające i poza kontrolą.

Myślę, że u osób neurotypowych objawy lęku są podobne, różni się jedynie ich skala. I one doświadczają lęku sporadycznie, bardzo rzadko. Ja właściwie w nim mieszkam. Jesteśmy razem codziennie. I nie ma na to żadnego sensownego lekarstwa, chociaż lęk jest męczący i zupełnie bez sensu. I jest jednym z najskuteczniejszych sposobów na zabicie radości życia.

5 myśli na temat “Objawy lęku u osób z ASD

Dodaj własny

  1. zapytam, ale nie musisz odpowiadać.
    czy leczyłaś się na depresję?
    Pytam, bo wiem, że depresja się lubi z autyzmem, oraz wiele z tych objawów jakie opisujesz w tym poście miałam gdy cierpiałam na silną depresję.
    To prawda, nigdy nie tryskałam optymizmem, jestem pesymistą, jestem z tych co marudzą i nie wiedzą czego chcą…
    Zawsze też miałam/mam stany lekowe, zwłaszcza w tych ostatnich ułamkach sekund nim zasnę na dobre. No i też zawsze się spodziewam co najmniej gromu z nieba. Tak, gdy ktoś mi bliski wyjeżdża dalej niż na sąsiednią ulicę, na wszelki wypadek żegnam się z nim „ostatecznie”.
    Natomiast zmęczenie, problemy ze spaniem, napięcie mięśni, niemożność zajęcia się czym konkretnym, taki stan „wszystko mi leci z rąk” miałam w czasie depresji lub teraz miewam w chwilach dużego napięcia (np. na wieść o wybuchu wojny w Ukrainie). Dodatkowo w czasie zimowych ciemności (mieszkam w Szwecji) mam ogromny spadek energii i bardzo duże problemy ze snem.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak, 6 razy w przeciągu ostatnich 20 lat… Teraz też od prawie roku jadę na Prozacu, bo diagnoza Aspergera trochę mnie rozwaliła. Miałam dosyć poukładane życie, a tu się okazało że świat jednak stoi na głowie.

      Polubione przez 1 osoba

  2. nigdy nie walczyłam o to by dostać diagnozę. Ale wydawało mi się, że gdyby ktoś mi dał na piśmie: masz autyzm, to może poczułabym ulgę. To nie moja wina… to nie ja za mało się starałam… to nie moje lenistwo/głupota/cokolwiek…
    Dziś wiem i bez diagnozy, że nie, to nie była moja wina, nigdy nie była.
    Ale rozumiem, że dla ciebie to jak wyrok, bo miałaś nadzieję, że da się coś zmienić.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak ulga jest na dzień dobry. To chyba doświadczenie wszystkich o których czytałam lub ich znam.
      Wyrok w tym sensie, że pracowałam nad pewnymi rzeczami, które mi w życiu nie pasowały. I póki pracowałam, to miałam nadzieję na ich zmianę. Teraz wiem, że są niezmienne… Można tylko tkwić w tym co nie do końca Ci pasuje.
      Poza tym po diagnozie trochę zostajesz na lodzie, bo specjalistów od zespołu aspergera u dorosłych (i do tego jeszcze kobiet) jest tylu co nic. A terminy mają za pół roku – jeśli w ogóle odpiszą. Gotuje Ci się wszystko w środku i nawet nie masz z kim pogadać czy to tak ma być i czy samo minie. Albo jak się z tym ogarnąć.
      P.S. Zazdroszczę Szwecji 🙂

      Polubienie

  3. w kwestii opieki nad autystycznymi dorosłymi – nie zazdrość. Tu, szczególnie na prowincji, pomoc psychologiczna praktycznie nie istnieje. Prywatnie jest jeden gabinet, bo w Szwecji w zasadzie nie ma ani prywatnej opieki zdrowotnej ani prywatnego szkolnictwa. A w poradniach pierwszeństwo mają ci, z zagrożeniem życia,
    Mój syn, lat 30, od lat jest tylko na antydepresantach. Gdyby chciał psychoterapii, to nie ma w czym wybierać, nie ma, że mu taka metoda nie leży…albo bierze co jest, albo nie…
    On też, tak jak ja, miał wynik na granicy, więc uznano, że nie jest autystyczny.
    Znałam dziecko, wtedy czteroletnie, które miało głęboki autyzm. I nie miało diagnozy! Opiekunki w przedszkolu zgadywały „a może nie dosłyszy?”. Po kilku miesiącach rodzice wreszcie doczekali się wizyty u psychologa. Dziecko dostało odpowiedź: diagnoza niemożliwa, bo dziecko nie jest zainteresowane testami…
    Ojciec był z innego kraju, zabrał dziecko na dwa tygodnie do swojej ojczyzny, wrócili z diagnozą i ćwiczeniami.
    … choć w innych wypadkach opieka medyczna nie jest tu taka najgorsza, ale kuleje, jak wszędzie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: