Podzielony świat

Mój świat dzieli się na ten aspergerowy, gdzie jestem u siebie i na ten neurotypowy, który mnie zamęcza.

Od diagnozy spektrum autyzmu dzielę swoje życie na dwa światy.

Jeden, to świat zorganizowany według aspergerowych reguł, przeznaczony dla osób w spektrum autyzmu. Jest w nim cicho i spokojnie. Czas nie goni, obowiązki realizuje się wtedy, kiedy można i zawsze znajdzie się wystarczająco czasu na odpoczynek. Sporo w nim przyrody i kontaktu z Naturą. Są książki i czas na czytanie; za to nie ma ludzi.

Świat neurotypowy, czyli nasza właściwa rzeczywistość, to coś wręcz przeciwnego. Szybkość działania, kreatywność, zmiana, codzienna gonitwa, wszystko z zegarkiem w ręku i w otoczeniu grupy ludzi. Pogawędki przy kawie, lancze, brancze i inne squancze, wieczorne, tłumne imprezy, ale też wizyty w urzędach, dziwne zasady (niekoniecznie sensowne) i wszystkie wypada i należy jakie znam od dziecka.

Szybko więc świat neurotypowy zaczyna mi się kojarzyć ze wszystkim co negatywne. To świat pełen musisz, niezrozumiałych reguł, braku tolerancji dla inności i niebezpiecznych zagrywek, ukrytych pod miłym uśmiechem i przekonującym gestem. Miejsce, gdzie każdy jest dla mnie zagrożeniem, bo nie wiem jakie ma intencje, a moja naiwność bywa wykorzystywana. Muszę więc cały czas szukać, czy coś nie ma drugiego dna. Nie zawsze umiem je znaleźć, nawet jeżeli jest.

Każda wycieczka do świata neurotypowego to stres, nadmiar bodźców i niepokój, bo trzeba będzie znów robić coś, czego nie rozumiem, nie umiem, nie chcę. Za działaniami szybko idą też emocje – jak można polubić coś, co regularnie doprowadza mnie do załamania psychicznego (meltdownu)? Jak zaakceptować te wszystkie procedury, które muszę wykonywać, chociaż wcale nie chcę? Ile można się dopasowywać do tego co bezsensu i nielogiczne, ale społecznie słuszne? Jak bardzo mam trzymać na dystans ludzi i skąd mam wiedzieć, że nie zrobią mi krzywdy? Czy to, co do mnie mówią jest prawdą? A może sobie ze mnie kpią?

Przebywanie w neurotypowym świecie jest jak przebywanie w strefie śmierci w Himalajach. Zostań choć chwilę za długo, a braknie ci sił by wrócić.

Podzielenie świata na dobry (mój) i zły (nie mój) z automatu powoduje kolizję. Wiadomo, chciałoby się przebywać w tym dobrym, bo po co się męczyć ze złym? Urasta on do rangi wielkiego straszaka; czegoś, co zaczyna przerażać samą koniecznością wejścia tam, bo niesie ze sobą głównie negatywne doświadczenia.

Problemem jest jednak to, że z powszechnie obowiązującej rzeczywistości nie można się wypisać. Trzeba w niej żyć.

Być może pomogłoby scalenie obu światów w jeden, ale zastanawiam się czy chcę to robić. Rzeczywistość neurotypowa zniszczy piękno mojej, aspergerowej rzeczywistości, wejdzie do niej z buciorami, krzykiem i rozwrzeszczanym tłumem, a ja nie chcę skazić mojego idealnego miejsca dla życia. Nie chcę by cierpiało tak, jak ja cierpię za każdym razem, gdy muszę zmierzyć się z rzeczywistym światem.

W efekcie przebywam w rzeczywistości tak rzadko jak się da; wpadam tylko by załatwić co mam załatwić i nie zatrzymuję się ani chwili dłużej niż trzeba. Nie spotykam ludzi, uciekam przed przelotnymi kontaktami i tylko myślę, by wrócić do siebie. Czasem odpuszczam, by nie musieć wystawiać nosa z mojego bezpiecznego otoczenia.

Czy to dobrze? A może nie?

9 myśli na temat “Podzielony świat

Dodaj własny

  1. Dlaczego myślisz, że każdy może mieć wobec Ciebie złe intencje? Co o tym może świadczyć i jak ktoś musiałby się zachowywać, byś nie poczuła zagrożenia?
    Jakie „musisz” najbardziej denerwuje?

    Polubione przez 1 osoba

    1. Na wszelki wypadek zawsze czuję zagrożenie- taki odruch wyuczony w kontaktach z ludźmi. Nie czuję gdy kogoś znam i wiem że jest spoko. Denerwuje każde „musisz” które jest niezgodne z moimi przekonaniami, logiką i systemem wartości.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Nie wiem czy to rozwiązanie jest „słuszne”. Tak się po prostu nauczyłam, bo tak okazało się łatwiej i mniej frustrująco. Z pewnością tworząc wokół siebie barierę sporo tracę z tego co ludzie mogli by mi dać i nigdy się nie przekonam czy moje założenie jest prawdziwe. Ale „dzięki ” zespołowi Aspergera nie potrzebuję wielu kontaktów z ludźmi, więc się sprawdza.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Strach przed ludźmi nie mają ludzie, którzy są egocentrykami i cynikami. Ludzie boją oceny, krytyki, odrzucenia. Też się bałamm, bałam się do niedawna. Terapia mi pomogła. Dzięki niej mam w ,,dupie” co inni o mnie myślą. Ważne to jest mieć czyste sumienie i nie bać się stanąć w lustrze i na siebie popatrzeć. Trzeba żyć tak, aby nikogo nie krzywdzić.

        Polubione przez 1 osoba

  2. wiesz… ogólnie patrząc to świat, w swym obecnym kształcie, z zasadami kapitalistycznymi w każdej dziedzinie życia, jest rzeczywiście mało przyjaznym miejscem. Oczywiście są kraje gdzie jest troszkę lepiej, gdzie szanuje się prywatną przestrzeń i nie piętnuje (przynajmniej nie otwarcie i nie z zasady) inności. Jednak nie zmienia to faktu, że większość ludzi męczy życie pod dyktando zysku, który wymusza pęd, ale brną, bo nie umieją się zatrzymać.
    Dobrze, że masz swój świat i broń boże nie wpuszczaj tego drugiego!

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do salmiaki Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑