To sytuacja kiedy zaczynam tracić równowagę życiową i grzęznę w obowiązkach. Jakaś forma wycofania się z neurotypowego świata.
Cały proces przebiega niezauważalnie. Ot, kilka dni z rzędu mam więcej rzeczy do zrobienia. Klasyczna kumulacja, zdarza się każdemu… tylko że ja nie umiem z niej wyjść i wrócić do stanu pierwotnego. Jeśli już wpadnę w łapy obowiązków, to nie umiem się z nich wyrwać.
Być może to piętno zespołu Aspergera i mózgu, który ma mieć wszystko zorganizowane i zaplanowane, bo wtedy jest bezpieczniej? A lista obowiązków jest tak cudownie ułożona… Jak można z niej zrezygnować dla spontanicznego wypadu na dwa dni?
Być może to moje poczucie obowiązkowości, tego, że wszystko co robię, chcę robić dobrze (nie perfekcyjnie, dobrze). Przykładam więc zbyt wielką wagę do rzeczy, które są mało istotne, które inni ludzie po prostu olewają.
A może nadmierna spostrzegawczość, która sprawia, że dostrzegam te wszystkie drobiazgi, które inni mają w dupie? Podłogę do umycia, skrzypiący łańcuch w rowerze domagający się serwisu i cośtam do remontu? Zostają w mojej głowie, zapętlone, dopóki ich nie załatwię.
Myślę też o zmęczeniu światem, które powraca jak bumerang, przy każdym zderzeniu z ludźmi i sytuacjami. Tym, jak bardzo nie rozumiem, że coś może się dziać jak się dzieje. Gdy przerastają mnie nieracjonalne motywacje, niewyobrażone przez nikogo konsekwencje i zwyczajna głupota. Kiedy mogę tylko patrzeć i oddawać się smutnym refleksjom… Tak, to z pewnością nie nastraja do wyjścia z aspergerowego świata. No bo po co?
Nie pomaga też intuicja. Nauczyłam się na niej bazować, oceniając czy coś zrobi mi krzywdę, czy nie. Ona podpowiada mi, że zmiany są złe. Zawsze potrafię znaleźć mnóstwo argumentów za tym, żeby nic nie zmieniać.
Wszystkie te czynniki sprawiają, że popadam w stagnację: mój umysł wpędza mnie w ślepy zaułek. Zaczynam coraz bardziej wycofywać się z życia na rzecz bezpieczeństwa mojego najbliższego otoczenia. Po co mam gdzieś jechać, coś poznawać, robić rzeczy których dawno nie robiłam, jeżeli można zostać w domu i nie narażać się na nic zaskakującego? Nie wydatkować energii na ogarnianie świata i mierzenie się z nim? Jakże kusząca propozycja!
Oczywiście są dwie strony tej samej monety i ten piękny awers okazuje się często podróbką. Jest oszukany!
Rewersem jest brak bodźców, którego żaden mózg nie toleruje dobrze. Moje życie staje się jałowe; nudnawe momentami, jak dłużyzny w oglądanym filmie, nieruchawe, przeciekające przez palce. Łapię się na tym, że wieczorami czekam „do następnego dnia”. Że wynajduję sobie dodatkowe zajęcia, by coś robić. By mieć poczucie, że jestem tak strasznie zapracowana, że naprawdę nie mam kiedy wyjechać, wyjść, zobaczyć czegoś nowego. Siedzenie w domu wręcz urasta do rangi obowiązku. I to takiego, który sama sobie wsadzam na barki.
Na efekty nie trzeba zbyt długo czekać.
Pierwszy – presja czasu, którą mój umysł sam sobie załatwia, wymyślając co by tu jeszcze zrobić, by nie musieć eksplorować rzeczywistości. Jest dla mnie zabójcza, bo powoduje niepokój, który później rozkręca się do trudnych do opanowania wielkości.
Druga – poczucie nadmiaru: nadmiaru wrażeń, rzeczy do zrobienia; brak wolnego czasu. To z kolei rodzi przytłoczenie i zmęczenie. Już naprawdę mam dosyć tej całej listy, którą sama sobie wymyśliłam.
Trzecia – ugrzęźnięcie w schemacie. To chyba jest najtrudniejsze do ogarnięcia. To atak pracoholizmu, brak równowagi życiowej, nieumiejętność nadawania priorytetów i odpoczywania. Przecież obowiązki są ważniejsze! Jak mogę pójść na rower, gdy właśnie wymyśliłam sobie, że umyję okna?
Finalnie tracę dystans, wyczucie, równowagę życiową i pogrążam się w liście obowiązków. A największym paradoksem jest to, że działanie, które powinno (zgodnie z intuicją i wiedzą) mnie chronić, tak naprawdę robi mi krzywdę.
Pierwszym krokiem by uciec z tego schematu jest uświadomienie go sobie. A potem powolne przesuwanie priorytetów. Ot, kilka dni urlopu, by poczuć jak to fajnie jest bez obowiązków i złapać balans.
Aczkolwiek nie wiem jak bym tego nie pilnowała, stagnacja przychodzi raz za razem.

Dodaj komentarz