Momenty zwątpienia

Przychodzą nieuchronnie co jakiś czas. Czy kiedyś przestaną być momentami i zostaną na zawsze?

Diagnoza Zespołu Aspergera postawiła mi świat do góry nogami. Miałam poukładane życie, konkretne cele i oczekiwania. Okazało się w przeciągu kilku chwil, że muszę to wszystko zweryfikować pod kątem nowych informacji. Świat stanął na głowie. Rozpoczęły się poszukiwania optymalnych rozwiązań dla osób z ASD i pytania o tożsamość. Ruszyło weryfikowanie celów i ocen: ludzi, rzeczywistości, świata, siebie. Magiczna maszyna, która rozpędzona pchnęła moje życie na zupełnie inne tory.

Im bardziej pogrążałam się w poszukiwaniu wiadomości o spektrum autyzmu, tym bardziej porażał mnie ich brak. Wszystko było w sferze domniemania; wszystko opierało się na ocenach ludzi neurotypowych, którym wydawało się, że autyści są tacy lub inni lub działają w oparciu o jakieś wymyślone przesłanki. Psychologia ugrzęzła gdzieś w okolicach choroby, dysfunkcji, niepełnosprawności. Jedynym konkretnym i jasnym punktem w tym wszystkim był głos samych aspies, piszących o tym kim się czują, jak sobie radzą z konkretnymi sytuacjami i jakie mają ograniczenia. Pomyślałam, że to może być mój nowy cel, wokół którego zbuduję sens życia. Pomaganie takim jak ja, którzy dostają diagnozę w dorosłości i zupełnie z zaskoczenia.

Zaczęłam czytać wszystko co wpadło mi w rękę. Wśród książek były prawdziwe perełki, ale również takie brednie, że nie dało się ich przebrnąć do końca. Wielu ekspertów od spektrum autyzmu okazało się nie rozumieć słowa autyzm w żadnym z obecnych znaczeń. Wielu obwiniało moją matkę, szczepionki, rtęć i nie wiadomo co jeszcze; wielu chciało mnie leczyć i wierzyło, że ich terapia będzie skuteczna. To było porażające, jak miałka jest wiedza tych, którzy mienią się ekspertami w danej dziedzinie.

Postanowiłam poszukać profesjonalnej pomocy i wsparcia – u psychologów i psychiatrów. To dopiero była neurotypowa puszka Pandory! Wiedza sprzed 30 lat. Kwestionowanie mojej diagnozy. Informacja, że nie mam Aspergera, bo w dorosłości zmienia się on w zaburzenia osobowości, a te można leczyć. Jednak najbardziej opadły mi ręce, gdy osoby będące ekspertami od spektrum autyzmu u dorosłych, zupełnie nie korzystały ze swej wiedzy. Zostawiały mnie bez odpowiedzi, wiedząc jak stresujące jest oczekiwanie na feedback. Wymuszały kontakt telefoniczny zamiast mailowego. Zmuszały do spotkać face to face, zamiast online. W efekcie i tak zostałam sama, bo nikt z nich nie znalazł dla mnie czasu.

To był (w pewien sposób) przełomowy moment. Postanowiłam pomagać takim jak ja – zaskoczonym, zostawionym samym sobie, nierozumiejącym świata i tego co się właśnie wydarzyło, niemającym pomysłu co z tym teraz zrobić. Zamiast robić habilitację poszłam na psychologię.

Tam zobaczyłam jak wygląda sytuacja od środka. Jednym słowem – niefajnie. Na wykładach powtarza się zdezaktualizowaną wiedzę o spektrum autyzmu sprzed kilkunastu (kilkudziesięciu?) lat. Testów osobowości nie da się zastosować do autystów. Testy temperamentu są tak sformułowane, że autystom wychodzą w nich bzdury. Cały świat psychologiczny kręci się wokół ludzi neurotypowych, a badania nad autyzmem w dużej mierze ograniczają się do poszukiwania kombinacji genów, która za niego odpowiada. Po co? Po to by móc nas wyleczyć.

  • Nikt nie pyta aspies czy chcą się „leczyć” z autyzmu, ale zakłada się, że każdy z nas o tym marzy.
  • Nikt nie interesuje się jak tak naprawdę wygląda ten autyzm „od środka” i czym jest.
  • Nikt nie pyta o potrzeby i metody złagodzenia dolegliwości codziennego życia w nieswoim świecie, które pozwoliłoby uczynić to życie znośniejszym.
  • Nikogo nie interesuje odmienność procesów, postrzegania, czy mechanizmów regulowania emocji (takich jak melt) – jest to uważane za rzecz niepożądaną i do wytępienia.
  • Nikt nie myśli jak wykorzystać nasze mocne strony, ale fajnie punktuje się to, w czym odstajemy od reszty.

Gdzieś tam w swojej naiwności wierzyłam, że będę tym, który spróbuje połączyć świat neurotypowy z nieneurotypowym. Że wymyślę narzędzia do badania autystów (wszak my również mamy osobowość, inteligencję czy temperament). Że zbuduję programy zawodowe, dzięki którym praca w firmach lub nauka w szkołach nie będzie sensorycznym koszmarem. Że stworzę sieć ludzi, którzy będą dla siebie wsparciem, w ten przyjazny, autystyczny sposób. Że opowiem światu czym jest autyzm, a on mi uwierzy i pozwoli żyć po swojemu, w zgodzie z moimi potrzebami.

Przychodzą momenty, kiedy myślę, że to tylko moja autystyczna naiwność. Zwyczajna mrzonka, marzenia o Utopii. Wielkie, szeroko zakrojone plany na zmianę świata. Są wspaniałe. Są ogromne. Są w jakiś sposób wyjątkowe.

Czy są również nierealne?

Tych momentów, kiedy myślę że tak, ostatnio jest coraz więcej.

Jedna myśl na temat “Momenty zwątpienia

Dodaj własny

  1. Brutalnie mówiąc, Twoje plany zmiany świata są nierealne. Moja diagnoza pojawiła się w późniejszym okresie życia niż Twoja i pierwszą myślą było: „mieć tę wiedzę wcześniej, to nie byłoby tylu zmarnowanych lat”. To stało się punktem wyjścia do terapii – dobrze wykorzystać pozostały czas w życiu. Pewne rzeczy można skorygować, inne są głęboko zakorzenione w naturze ASD. Dobry psycholog zrozumie, nawet jeśli nie jest specjalistą z zakresu spektrum autyzmu. Z kolei specjalista niekoniecznie jest dobrym terapeutą. Ogólnie reszta świata ma nasze diagnozy w D… Etykietki pyskacza, samotnika, dziwaka itd. zostają i nie zmieni tego przekonywanie ludzi, że to taki „dodatek” do osoby z ASD. Może warto zająć się sobą? Wrócić do habilitacji? Zrobić cokolwiek dla siebie? Skoro zrobiłaś doktorat, to udało Ci się podjąć wyzwanie i doprowadzić plan do końca, mimo „bycia w spektrum” i być może bez tej wiedzy na swój temat, którą masz dzisiaj. Wielkie plany też zawsze można podzielić na małe etapy.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do ASek Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑