Chorowanie

W chorowaniu z Aspergerem najgorsze nie są same objawy fizyczne, takie jak katar czy kaszel, ale zmiana.

Może słowo rewolucja byłoby bardziej trafione. Nagła. Gwałtowna. Niespodziewana, którą trzeba w jakiś sposób ogarnąć i zaakceptować. I dopasować się do niej, chociaż zazwyczaj brak sił, zabranych przez infekcję.

Choroba wprowadza szereg ograniczeń w życiu i zaburza codzienną rutynę. Nagle nie można wyjść na zewnątrz, jeść tego, co się chce i lubi, realizować stałego planu swojego dnia. Ograniczenia nakładane przez infekcję sprawiają, że czuję się jakby ktoś zamknął mnie w więzieniu. Odczuwam to jako cierpienie (zwłaszcza że znam smak wolności). Niemożność robienia rzeczy tak jak zawsze dodatkowo powoduje stres, którego nie mam jak rozładować (bo nie mogę uprawiać sportu), więc kółko się zamyka. Marzę tylko o tym, by było tak jak dawniej. Czekam na to całym dniami, a sekundy skapują mi tak wolno, że prawie widzę jak płyną jedna za drugą.

To, co chore, trzeba leczyć. Jak? Lekami. To dla mnie kolejny problem. Boję się łykania każdych nowych leków, bo nie wiem jak na mnie wpłyną. Zwłaszcza, że z powodu dużej wrażliwości na nie i kilku ograniczeń zawsze czytam ulotkę, żeby wiedzieć czy mnie to nie zabije, albo czy mogę łączyć z tym, co już biorę. Jej lektura jest skutecznym zniechęcaczem i wspaniałą pożywką dla lęku i paniki.

Chorowanie wpływa też na samopoczucie, a to zwrotnie wpływa na ciało. Ograniczenia, zamknięcie w domu, złamanie rutyny czy zwyczajna gorączka i dolegliwości to jedna rzecz. Drugim jest utrata kontroli nad tym co się robi – nad biegiem swojego życia. Ciężko jest zaakceptować fakt, że nagle nie można sobie poradzić ze wszystkim. Że trzeba odwołać spotkania, przyznać się do słabości lub – odwrotnie – zmierzyć z obowiązkami, gdy fizycznie brak sił. Że trzeba zaufać innej osobie i poprosić o pomoc (a z tym wiadomo, że różnie bywa). To wszystko – przynajmniej u mnie – rodzi poczucie dojmującej samotności. Rodzi się świadomość, że w tych trudnych chwilach nie będę się mieć do kogo zwrócić, że zostanę z tym sama i nikt mi nie pomoże. A potem umysł rozkręca się dalej, projektując fatalne wizje starości i niedołężności. 2:0 dla paniki.

Podczas infekcji ciało zachowuje się inaczej niż zwykle. Dla mnie to problem. Z jednej strony nie umiem wyczytać z niego tego, co zawsze – komunikat jest zaburzony, zniekształcony. Z drugiej – to, co się dzieje, mylnie interpretuję. W efekcie nie rozumiem co się dzieje ze mną i dlaczego. Nie wiem czemu nagle nie mogę nic przełknąć, albo co sprawia, że głowa nie przestaje boleć. Głód sprawia, że się złoszczę; odczuwam go również napięciem w ciele. Ból mięśni często interpretuję jako napięcie psychiczne. Ból głowy – jako przebodźcowanie. I tak w kółko, same błędne interpretacje. To, że nie wiadomo co się dzieje, to kolejna pożywka dla lęku. 3:0 dla paniki.

Chorowanie dotyka mnie również fizjologicznie (to nie Asperger, wszyscy tak mają), dokładając do kiepskiego samopoczucia dodatkową cegiełkę. Zazwyczaj wiąże się z problemami ze spaniem; często również z brakiem apetytu lub dolegliwościami żołądkowymi. Trudno przespać noc z gorączką, ciągłym smarkaniem czy wisząc nad toaletą. A brak snu bardzo szybko odbija się na psychice. Wzrasta poziom stresu i lęku, co samo w sobie wpływa negatywnie na sen. Nie mówiąc już o perspektywach na przyszłość. Są momenty, że ataki paniki stają się tak mocne, że zrobi się wszystko, by ich nie było – łącznie z myślą o tym, by się zabić, tu i teraz – byle nie czuć. Nie dość więc, że człowiek umordowany fizycznie, to psychika dostaje bonusowego kopa. 4:0 dla paniki.

Każda choroba, oprócz tego fizycznego osłabienia i dolegliwości, wyciska na mnie również psychiczne piętno, tworzy wyrwę w codzienności i rutynie, którą później zasypuję tygodniami. Może dlatego tak trudno jest chorować mając Aspergera?

Jedna myśl na temat “Chorowanie

Dodaj własny

  1. W młodości moje zdrowie było delikatnie mówiąc dość kruche. Regularnie gościłem w przychodniach, poradniach, gabinetach. Niekiedy nie obyło się bez szpitala.

    Niezbyt przepadałem za chorowaniem. Miałem pustkę w głowie. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Czas mijał mi powoli. Stawałem się przewrażliwiony. Często błędnie interpretowałem różne zdarzenia.

    Proces leczenia wymagał budowania relacji oraz proszenia się o wiele kwestii. Przyzwyczaiłem się do tego niemniej było to dość trudne. 

    W szpitalu przeszkadzał mi stukot drewniaków, trzeszcząca podłoga, skrzypiące drzwi, odgłosy windy, niski dźwięk wydobywający się zasilaczy lamp, światło koloru białego. 

    Wolałem chorować w domu choć to też miało swoje aspekty. Każdy szczegół został dostrzeżony. Potem analizowano go na wszelkie możliwe sposoby.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj odpowiedź do Michał Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑