Wróciła rutyna, a wraz z nią spokój.
Powoli, spokojnie, we własnym tempie wracam sobie do normy funkcjonowania. Święta pozostały wspomnieniem; kolejny taki numer dopiero za rok. Jest mnóstwo czasu dla siebie, by złapać równowagę. A bardzo jest mi potrzebna, bo poziom stresu okołoświątecznego jak co roku był wystrzelony w kosmos. Wróciła panika – na szczęście na krótko; wróciły problemy z jedzeniem i napięcie. Też na krótko. Skończyły się święta, skończył się problem.
Teraz tylko się zastanawiam co w świętach jest takiego trudnego, że rozwalają mi grudzień i połowę stycznia?
- Z pewnością to, że nagle trzeba wyjść do ludzi i zachowywać się zgodnie z tym, co jest ogólnie oczekiwane. Znów wiele rzeczy wypada i nie wypada, należy i nie należy. Muszę zerwać z codziennymi rytuałami, zrezygnować z ciszy i spokoju na rzecz wspólnego spędzania czasu. Mam poczucie, że neurotypowi są bardzo przywiązani do pewnych tradycji i swoich wyobrażeń o tym, jak takie święta powinny wyglądać. Próba zmiany niesie opór (o, to tak jak u nas, autystów!)
- W święta ludziom wyłącza się myślenie. To widać – w sklepach, na stacjach, myjniach, piekarniach i na ulicach. Pędzić przed siebie, kupować, gromadzić, zapewniać dobra, wydawać kasę. Jeszcze coś do koszyka. Jeszcze jedna siatka. Zasady przestają obowiązywać – trzeba jeść za pięciu, jakby konsekwencje nie obowiązywały tak, jak to jest każdego innego dnia. Jest nerwowo. Jest trudno. Jest za dużo ludzi, nawet w miejscach, które dotychczas były spokojne. Ten chaos i pośpiech mnie niepokoją; stres się nakręca.
- Sensoryka – wszystko to co powyżej zmultiplikowane po wielokroć. Dzieci wrzeszczące przy zabawie i otwieraniu prezentów. Gwar rozmów przy wigilijnym stole. Głośne śmiechy, krzyki. Pytania. Nagłe dźwięki, które zaskakują. Trąbienie klaksonów. Pośpiech przy kasach. Kolędy w każdym miejscu, które wwiercają się w mózg i nie chcą stamtąd wyjść przez następne tygodnie. Lampki walące po oczach. Fajerwerki. Zapachy. Nowe smaki. Świąteczne aromaty, zapachowe świeczki. Jednym słowem nic fajnego dla nadwrażliwych sensorycznie.
- Święta niosą też jakiś smutek, związany zodmiennością i inną wrażliwością na świat. Gdy patrzę na to, jak rodzina trzyma się razem i ile ich łączy, robi mi się po prostu przykro, że ja tak nie będę mieć. Że spotykam się z nimi tylko z okazji świąt, ślubów i pogrzebów. Wiele mamy fajnych, wspólnych tematów i fajnie się z nimi gada. Ale to największy paradoks Aspergera i spektrum autyzmu: chcesz mieć fajne relacje, ale każde przebywanie z ludźmi jest dla Ciebie męczące. Po każdym spotkaniu musisz odpoczywać w ciszy, bo masz za dużo bodźców, za dużo neurotypowości. Tak jak rybę można tylko na chwilę wyjąć z wody, tak ja mogę tylko na chwilę wejść w świat neurotypowy i w nim funkcjonować. Zbyt długie przebywanie „tam” naznaczone jest konsekwencjami: zmęczeniem, wycieńczeniem, przebodźcowaniem, lękiem, paniką, wycofaniem, depresją, burnoutem, shutdownem i meltem. Jak mieć częste i fajne relacje, gdy ich koszt jest tak wysoki?
- Czas świąt to również rozwalenie rutyny w wielu innych dziedzinach. Zamknięte sklepy (nie ogarniam że akurat jutro jest jakieś święto i nie kupię sobie żarcia). Zamknięte knajpy w których zamawiam obiad. Basen. Kina. Zarwana noc, bo ludzie uważają, że zmianę kalendarza trzeba świętować jak najgłośniej, strzelając fajerwerkami. Chciałabym spać, ale nie mogę. Udziela mi się przerażenie zwierząt, gdy widzę jak kot wpełza pod łóżko cały skurczony w sobie. Jestem wkurzona brakiem empatii dla zwierzaków. I śmietnikiem, który następnego dnia czeka na mnie w lesie, na ulicy i chodniku. Moje miejsca odpoczynku i ciszy stają się skażone.
Święta – na szczęście – jak wszystko: mijają. Można znów pogrążyć się w swoim świecie, zakosztować ciszy, spokoju; obniżyć stres, zapomnieć o panice. I tak aż do kolejnego grudnia w kalendarzu…

Mam na szczęście małą rodzinę i nie muszę być obecna podczas rodzinnych spotkań, świątecznych czy innych. Wszyscy i tak, widząc moje znudzenie i niezadowolenie, czują się źle i wolą, żebym została sama, a mnie to pasuje. Co nie znaczy, że mnie to nie wykończyło; byłam w innym pokoju i słyszałam odgłosy rozmów. Nie mam poczucia, że chcę mieć relacje z takimi ludźmi. Może z innymi bym chciała, ale tego nie wiem, a innych nie znam; mam też specyficzny, niepopularny system wartości, a to, czym kierują się inni, raczej mnie razi.
Mnie w świętach najbardziej razi to, że mimo iż wywodzą się z religii, wielu ludzi obchodzi je już nawet nie w tym sensie, że bez religii, ale w ogóle w sposób skrajnie ziemski: najeść się, bawić się, napić, pożartować na niskim poziomie. Nie trafia to do mnie. Co do jedzenia, to chciałam na święta oderwać się od keto i zjeść uszka, pierogi i pierniczki, bo zawsze to lubiłam. Szybko jednak się przekonałam, że nie służy to mojemu zdrowiu i z ulgą wróciłam do keto. 🙂 (Wiem, że masz inne zdanie na temat keto niż ja – niech każda z nas zostanie z tym, co jej służy). Jednak udało mi się odczytać problem z jedzeniem: krytykuję innych za objadanie się, a sama się na tym przyłapałam. 🙂 Muszę się pilnować, bo złe samopoczucie fizyczne nie jest czymś, czego chcę doświadczać w trakcie świąt. Dla mnie to czas przede wszystkim duchowy i religijny.
Też nie mogłam spać przez fajerwerki. Tyle hałasu, pieniędzy w powietrze i piesków uciekinierów!
Widzę, że dopiero po 6 stycznia zaczęłam odzyskiwać równowagę (powiedzmy).
PS Czasem nie mogę wysłać komentarza na Twoim blogu, wyskakuje komunikat, że ten komentarz nie może zostać dodany. Masz chyba włączoną jakąś cenzurę, ale rozumiem, że to przydatne.
PolubieniePolubienie
To niesamowite jak bardzo święta potrafią wybić z codziennego rytmu. Niby wiem, że nic nie muszę; niby wiem, że mogę odmówić,; wiem co na mnie czeka, a i tak się stresuję. Coraz częściej myślę, że to nadwrażliwość sensoryczna tak działa – człowiek cały grudzień jest bombardowany tym wszystkim i nie starcza mu już sił na ogarnięcie samych świąt.
Co do komentarzy – to pewnie jakiś filtr antyspamowy. Może czasami wariować.
PolubieniePolubienie