5 lat po diagnozie Zespołu Aspergera

Czyli znów idzie jesień…

Lato się skończyło, zabierając ze sobą upały, a ja nagle się czuję jakby ktoś podłączył mnie do prądu. Mam więcej sił. Więcej motywacji. Z ochotą wychodzę z domu, ba, nawet wyjeżdżam spontanicznie na krótkie wypady (!). Nie przeszkadza mi deszcz, cieszę się nim. Wystawiam twarz na zimny wiatr i uśmiecham się do niego. Z lubością wciągam na siebie bluzę, którą uwielbiam, i długie spodnie. Wszyscy narzekają, zamykają się w domach, a ja się cieszę spadającymi liśćmi i lecącymi w dół temperaturami.

Jestem znowu na chodzie. Przetrwałam kolejne, sensorycznie mordercze lato.

Jak jesień, to znaczy że kolejna rocznica diagnozy Zespołu Aspergera przede mną. To był 1.10.2021 r. – przypomniało mi się przypadkiem. W którym miejscu jestem? Chyba w najlepszym, w jakim mogłabym być, patrząc na perspektywę tych pięciu lat. Przestałam szukać winnych przeoczenia przez system, przestałam wymagać od świata, by się do mnie dostosował i mnie zaakceptował z całym pakietem autystycznych dziwactw. Odżałowałam stracone lata, które „mogły być zupełnie inne, gdybym wiedziała„. Mogły. Ale nie były. I nie będą. Czasami tylko żal mi siebie – dziecka, młodej dziewczyny, którą świat dociskał kolanem do podłogi, a ona myślała, że to tak ma być i wszyscy tak mają.

Pięć lat pracy i szukania rozwiązań zaprocentowało spokojem. Coraz większym. Nie szukam już kontaktów z ludźmi, bo i tak nie rozumiem czemu raz są, a raz ich nie ma. Jak są to fajnie. Jak nie ma, to można pobyć ze sobą – poczytać, posłuchać muzyki, zająć się czymś ciekawym. Skończyły się napady paniki, skończył się lęk mierzenia z niezrozumiałym i robienia wbrew sobie. Nauczyłam się odmawiać. Nauczyłam się szanować swoje potrzeby. A że ktoś się obrazi? Trudno. Nie jestem na świecie po to, by spełniać czyjeś zachcianki i oczekiwania.

Nie próbuję się dopasowywać na siłę. Gdy coś mi przeszkadza – mówię, proszę o zmianę. Jeśli ktoś tego nie robi, nie traktuję tego personalnie (innym by zrobił, a mnie nie); uznaję, że tak po prostu jest. W pewnym sensie mam wszystko co mnie otacza w dupie. Patrzę. Nie oceniam. Nie próbuję zrozumieć.

Spokój znajduję w lesie, w Naturze, w kontakcie z przyrodą. Gdy potrzebuję resetu – idę do lasu. Gdy szukam miłości i akceptacji – przytulam kota. Gdy chcę uciec przed rzeczywistością – jadę w góry. Teraz, kiedy nie ma upałów, wszystkie te możliwości stoją przede mną otworem. Czuję się wolna.

Diagnoza spektrum autyzmu dała mi niezbędną wiedzę, jak nie robić sobie krzywdy w codziennym życiu, spełniając oczekiwania innych i popieprzone normy społeczne (coś tam wypada, a coś niea że to bez sensu i wbrew biologii i fizjologii, to nie szkodzi). Jestem ekscentrykiem dla ludzi. Inaczej się zachowuję. Inaczej ubieram. Inaczej żyję. I wiem, że patrzą na to z zazdrością, bo ja wyrwałam się kołowrotka społecznych musi i nie wolno, wypisałam z wyścigu szczurów. Dzięki diagnozie znalazłam swoją własną, aspergerową tożsamość, która pozwala mi być tym, kim jestem naprawdę. Diagnoza stała się legitymacją do wprowadzenia zmian, których moje JA domagało się od dziecka. Wiedza o spektrum pomogła mi ułożyć to życie zgodnie z potrzebami, których dotychczas nie znałam, bo podążałam za utartym, społecznym schematem.

To była ogromna zmiana. Ale było warto. I mam nadzieję, że nadal będzie.

Jedna myśl na temat “5 lat po diagnozie Zespołu Aspergera

Dodaj własny

Dodaj odpowiedź do Hania Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑