10 miesięcy po diagnozie

W sumie 10 miesięcy (a dokładniej 10 miesięcy i 10 dni) to żadna cezura czasowa, ale trochę się zmieniło, więc może warto o tym napisać?

Z jednej strony udało mi się wyjść z roli ofiary (i obwiniania świata o całe zło) i przeskoczyć ograniczenia które miałam w głowie. Z drugiej mam wrażenie, że dzień za dniem coraz bardziej się pogrążam w smutku i rozczarowaniu. Świat nie jest tym w czym chcę żyć.

Krokiem do przodu z pewnością jest zaprzestanie oglądania się na cały świat. Świat jest jaki jest, inny nie będzie, chociaż, obiektywnie, dla mnie powinien być bardziej łaskawy i tolerancyjny. Bo ja nie umiem bo neurotypowemu; a muszę.

Udało mi się wreszcie wyjść z roli ofiary, pokrzywdzonej życiem w neurotypowej rzeczywistości. W końcu dotarło, że użalanie się nad sobą nic nie zmienia. I jeżeli chcę by coś się zmieniło (a chcę, bo mi się nie podoba to co jest), to muszę działać. Dalej poszło już samo. Działanie daje wpływ na życie, pozwala go kształtować (w jakimś niewielkim zakresie, ale zawsze), zmiany są na lepsze, pojawia się poczucie sprawczości i kontroli. Umysł dostaje nowe, ciekawe bodźce, za którymi podąża, nie nudzi się zamknięty w jednym pokoju. Bajer. Tak można żyć.

Drugim istotnym krokiem (a może równoległym?) było uświadomienie sobie, że większość ograniczeń mam w głowie. Naczytałam się książek o Zespole Aspergera, życiu z ASD, biografii autystów i książek psychologicznych. Wchłonęłam wszystko. Zinternalizowałam. Przez jakiś czas miałam Aspergera bardziej, bo (oprócz moich cech) doszły też te z książek. Potrzebowałam czasu by sprawdzić, czy one również nie są moje. To było potrzebne, ale stworzyło wiele fałszywych ograniczeń. Czułam się jak w klatce.

Jednak wystarczyło tylko uświadomić sobie, że te ograniczenia nie są realne, by móc w pełni korzystać z życia. To prosta weryfikacja: logika kontra świat. Czy umiałam kiedyś to robić? Czemu nie umiem teraz? Może tylko mi się tak wydaje? Czy mogę jakoś to ominąć, spróbować pójść na kompromis? Jaki będzie akceptowalny dla mnie? Czego mogę spróbować? I zaczyna się dziać, gdy okazuje się, że jednak coś potrafię w dziedzinach, które według książek powinny być dla mnie zamknięte. Jednak praktyka czyni mistrza.

Tym, co pozostaje ze mną ciągle, jest smutek. Mój drugi przyjaciel na całe życie…

Są lepsze i gorsze momenty. Jednak często łapię się na myśleniu, żeby rzucić to wszystko i wyjechać na koniec świata, szukać tam szczęścia. Żeby zaczynać od nowa. Przygniata mnie smutek codzienności. Gdy patrzę na świat i widzę tylko nietolerancję, cały jego brud, pokaleczoną przyrodę i ludzką butę. Jest mi smutno patrzeć na bezsilność, jest mi smutno ją czuć. To topienie się – nie spektakularne, z machaniem rękami i krzykiem, tylko ciche, spokojne schodzenie pod wodę. Nie umiem zaakceptować takiej rzeczywistości. Nie da się jej zaakceptować. Może gdzieś indziej jest inna? Bardziej przyjazna? Jak ją znaleźć?

Mimo że szukam odskoczni i wciąż próbuję znaleźć coś, co da mi trochę radości (kontakt z przyrodą, poznawanie nowych miejsc) lub jest obiektywnie dla mnie dobre (kontakty z sensownymi ludźmi), mimo to smutek wciąż powraca. Tępią go trochę antydepresanty, ale wciąż jest. Niezmienny. Głęboki. Przy każdym wyjrzeniu przez okno. W tym przypadku diagnoza Zespołu Aspergera jest jak wyrok. Będzie się za mną ciągnąć przez całe życie.

Bo bycia kosmitą w świecie zamieszkanym przez ludzi nie da się ogarnąć logiką.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: