Święta powodują duży natłok emocji – ciężko je wszystkie ogarnąć.
Pierwszą, którą odczuwam jeszcze na długo przez wigilią, jest niepokój. Pojawia się zazwyczaj na początku grudnia, powoli i niespodziewanie rozgaszcza się we mnie. Zauważam go przypadkiem i dziwię się skąd się wziął. Przecież jestem tak zagoniona, że nawet nie zdążyłam jeszcze pomyśleć o świętach. Ale podświadomość już zdążyła.
Niepokój jest tym przykrym napięciem, które sygnalizuje, że coś jest nie tak. Pierwsza kontrolka alarmowa. Pierwszy sygnał, że trzeba zwolnić i przyjrzeć się temu, co się dzieje.
Potem pojawia się lęk, w pomieszaniu ze strachem, kiedy dociera do mnie, że to już. Lęk będący obawą przed tym co mnie czeka: przed wymaganiami zachowania się jak inni, przed włączeniem się w przygotowania, składaniem życzeń, obściskiwaniem ludzi, opowiadaniem co tam u mnie, jedzeniem tego co niekoniecznie mi pasuje. Strach przed wyrwaniem z mojego aspergerowego świata, z którego wcale nie chcę wychodzić, i przed wszystkimi konsekwencjami, które się z tym wiążą.
Oba są potęgowane przez otaczający świat- kolędy grane na każdym rogu, dziki tłum w sklepach i błyskające lampki. To zmiana, której nie lubię, a która dzieje się nie wiadomo dlaczego.
Jest też dużo zniechęcenia i złości. Działania neurotypowych są dla mnie nielogiczne- to nie ma żadnego znaczenia czy na stole będzie 12 potraw czy nie. Nie ma znaczenia czy ktoś ich skosztuje czy nie. Tak samo jak to, czy spotkamy się w wigilię czy trzy dni później. Ważne jest samo spotkanie. Jednak dla wielu osób otoczka też jest istotna, więc by sprostać wymaganiom dostają jakiegoś amoku. Oczywiście bliscy powinni się włączyć w przygotowania i nikt nie pyta ich o zdanie. To budzi często złość, bo nie lubię jak ktoś zarządza moim życiem i do tego w sposób, który mi szkodzi.
W święta jest też dużo smutku, poczucia inności, odrzucenia, ostracyzmu i braku tolerancji dla tego co inne, gdy mówię, że jednak nie włączę się w to wszystko. Trzeba być z żelaza, żeby znieść emocjonalne wyrzuty i opinie wygłaszane na swój temat. Bo w święta neurotypowi jakoś zapominają, że ich bliscy są w spektrum autyzmu. Przecież powinni dopasować się do powszechnej wizji szczęśliwej rodziny i świątecznego spędzania czasu razem.
Jest wreszcie frustracja, która pojawia się, gdy to wszystko spada co roku bez ostrzeżenia i trzeba to jakoś unieść. Najbardziej chyba boli mnie to, że w ten czas, gdy powinno się być otwartym na drugiego człowieka, tak naprawdę jest dokładnie na odwrót. Ważniejsze stają się tradycje i rytuały i nie da się elegancko odmówić, bo żaden argument nie trafia (albo trafia jak kulą w płot- nie chcesz spędzać z nami świąt? Nie przyjedziesz po wigilii?).
Są ludzie, którzy przeżywaja święta inaczej. Są pewnie tacy aspies, którzy nawet je lubią. Dla mnie grudzień po 20. mógłby nie istnieć. Chciałabym zasnąć i obudzić się w styczniu.

Mam podobnie. Zasnąć i obudzić się w styczniu…
PolubieniePolubione przez 2 ludzi
Ilekroć mowa o świętach to nie widzę ich sensu w żadnym calu kwdratowym. Po tylu latach zobojętniłem się na ów wydarzenie. W tym roku szczęsliwie uniknąłem wycieczki na spęd organizowany w odległych zatkątkach kraju. Skończyło się na zwyczajnej kolacji po której elekgancjie ciuchy zamienniłem na zwyczajny dres.
PolubieniePolubione przez 1 osoba