Świąteczne prezenty

Święta mijają, prezenty zostają. Niekoniecznie jednak te, które chciałoby się zatrzymać.

Dlatego, że mowa nie o materialnych rzeczach, a o chaosie jaki nadal panuje w głowie. W tym roku w ramach świątecznych prezentów otrzymałam olbrzymie pokłady smutku, lęk, panikę, zmęczenie i frustrację. Zupełnie brakło tego, co powinno się dostawać: radości, miłości, poczucia wspólnoty, akceptacji i szczęścia.

Z takimi prezentami jest duży problem. Przede wszystkim pozostają na dłużej. Mimo że święta już minęły i do następnych kolejny rok spokoju (Wielkanocy nie liczę), to wciąż to wszystko gdzieś we mnie tkwi. Smutek zamyka mnie w refleksyjnym nastroju i czasami sprawia, że uronię kilka łez tak bez powodu. Zabiera też dostęp do uczuć pozytywnych, zamyka w przekonaniu, że nic już nie może być OK i nic nie może cieszyć. Chce mi się płakać – zwyczajnie, z niczego. Wkraczam na drogę ku kolejnej depresji.

Lęk i panika – najgorsze w mojej ocenie – niestety są znów na wierzchu. To działa tak, że atak paniki „przeciera tory” w mózgu, przez co kolejne tego typu epizody przychodzą łatwiej i są bardziej upierdliwe. A wystarczy byle wydarzenie, bo jednocześnie odporność na zaskakujące, mało prawdopodobne i to nie miało prawa się zdarzyć zanika. Staje się tak malutka, że nie umiem jej zauważyć. Każde, nawet błahe doświadczenie, które kiedyś udałoby się po prostu ogarnąć z biegu, dzisiaj staje się wyzwaniem powodującym załamanie psychiczne. Wiele z nich prowadzi do ataku paniki, uprzykrzając życie jeszcze bardziej.

Zmęczenie – wiąże się z poprzednimi. Ile można żyć w stresie i nie czuć jego wpływu? Jak długo wytrzymuje się ataki paniki, które wypluwają człowieka zmielonego i obślinionego, bez żadnych sił? Jak wiele razy można znosić otoczenie / ludzi powodujących meltdown i przebywać w miejscach, gdzie aspie się źle czuje? Wszystko to drenuje siły – może nie fizyczne, ale te psychiczne. Zabija przekonanie o tym, że warto próbować; że coś może się zmienić; coś może się udać. Zostawia z poczuciem bezsilności, bezradności, frustracji.

Chociaż czuję już, że presja świąteczna zniknęła i świat powoli wskakuje na normalne, rutynowe tory, to jednak punkt wyjścia do mierzenia się z nim jest znacznie gorszy, niż był jeszcze miesiąc temu. Skończyły się zasoby. Nie ma z czego czerpać.

Te święta okrutnie mnie przeczołgały. Strach myśleć o następnych.

6 myśli na temat “Świąteczne prezenty

Dodaj własny

  1. Święta to trudny czas z wielu względów, ale najbardziej chyba dlatego, że zwyczaj nakazuje nam spotykania się ludźmi tzw. bliskimi. Niestety często z tymi genetycznie najbliższymi nie mamy tak naprawdę za wiele wspólnego, kontakty z nimi rozczarowują albo i ranią… Może warto rozważyć opcję całkowitego odcięcia się, zwłaszcza w takie szczególne dni.
    Poziom empatii społecznej jest jaki jest. Jedyne co można zrobić, to unikać stadnych spędów.

    Polubione przez 1 osoba

    1. U mnie trochę inna sytuacja – relacje z bliskimi mam spoko, ale niektórzy z nich w święta jakoś magicznie zapominają że mam Aspergera. I to niestety rodzi dużo niefajnych komentarzy i emocji.

      Polubienie

Dodaj odpowiedź do salmiaki Anuluj pisanie odpowiedzi

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑