Asperger i święta – jak to przetrwać?

Nienawidzę świąt bo wyrywają mnie z mojego autystycznego świata i zmuszają do wejścia w neurotypowy, na czyichś zasadach. Ale co roku trzeba to przetrwać. Jak?

Święta, w tradycyjnym rozumieniu, nie są dla mnie niczym wzniosłym i oczekiwanym. Właściwie to ich nienawidzę.

  • To dni, kiedy trzeba porzucić znaną i lubianą rutynę, na rzecz jakiś ceregieli.
  • Kiedy należy i trzeba, a nie można i chce się.
  • To ogromne zderzenie z oczekiwaniami innych i neurotypowym światem, dla którego im więcej światełek, kolęd i ludzi tym fajniej.
  • I ma być elegancko i zgodnie z tradycją: 12 potraw, które trzeba jeść, bo są raz do roku. I w ogóle trzeba jeść dużo i tłusto – inaczej się nie świętuje.
  • Gremialne obdarowywanie się prezentami i udawana radość z ich otrzymania.
  • Spotkania z ludźmi, których widuje się tylko przy takich okazjach wraz z koniecznością odpowiadania na kłopotliwe pytania: co tam u ciebie? Mam streścić cały rok czy po prostu powiedzieć, że wporzo?
  • Życzenia opłatkowe, które są zawsze infantylne lub zupełnie nietrafione albo – dla odmiany – sztampowe (Tak, zdrowia. Albo dzieci). Które pokazują jak mało bliscy wiedzą o moich pragnieniach i życiu.
  • I jeszcze te drobiazgi, które zawsze mnie stresują: konieczność wybrania się do miasta, zdążenia na konkretną godzinę, zabrania wszystkiego co mam zabrać, niepokój czy aby nie powinnam zrobić barszczyku lub chociaż pierniczków, bo nie wypada przyjeżdżać z pustymi rękami (jak to jak – normalnie – zapraszają to stawiają).

Z tych powodów święta są dla mnie koszmarem. Co roku. Chociaż w tym wydawało mi się, że jednak bardziej to olewam, nocny atak paniki uświadomił mi, że jednak w podświadomości dzieje się, co się dzieje.


Jak przetrwać święta gdy ma się spektrum autyzmu? Kilka drobnych pomysłów, które akurat sprawdzają się w moim przypadku. Może komuś też pomogą.

  • Ciuchy. Ja wiem, że wszyscy oczekują, że 40+ laska wbije się w garsonkę, szpilki i machnie pełny makijaż, ale sorry, nie mogę tego zrobić. Wybieram rzeczy, do których jestem przyzwyczajona, które nie powodują bólu kręgosłupa, skręcania kostek i wściekłego dyskomfortu, który rozwala głowę, uniemożliwiając skupienie się na czymkolwiek. Można przyjść na wigilię w dżinsach i adidasach i wyglądać spoko.
  • Eliminacja sensoryzmów – kto nie lubi gadających cały czas ludzi, może zabrać słuchawki wygłuszające lub korki do uszu. Te drugie bardziej dyskretne, nie widać pod dłuższymi włosami, a trajkotanie zniknie. Rozwiązaniem jest też odejście na bok i rozmowa z jedną osobą naraz. Wtedy szum znika (oddalenie), a reszta nie wyzywa od milczków.

    Podobnie jest z błyskającymi światełkami – wystarczy usiąść plecami do choinki lub poprosić o zmianę cyklu na stałe świecenie lampek (nie wiem czemu ale wyłączenie nigdy nie wchodzi w grę).
  • Spokojne miejsce do odpoczynku. Nie ma się co oszukiwać, nawet najbardziej wytrwały dorosły ze spektrum autyzmu ma w którymś momencie dosyć innych ludzi. To czas, żeby dyskretnie się zmyć do domu (jeśli już wypada), albo uciec na chwilę w swój świat. Warto zawczasu znaleźć sobie pomieszczenie (łazienka, pokój), gdzie można się na chwilę zamknąć i pobyć ze sobą. Ulubione gry, filmy, muzyka – wskazane. Ja często wycofuję się trochę wirtualnie – zostaję w tym samym pokoju, ale wstaję od stołu i idę głaskać zwierzaki. To przenosi mnie w mój świat i pozwala odsapnąć. Drugą metodą, którą stosuję jest spacer. Argument nie do zbicia – po jedzeniu, trzeba spalić ciasta i pierniczki i trochę się poruszać. Wychodzę się przejść. Czasami ktoś towarzyszy, ale zazwyczaj niewielu, bo jak ludzie pojedzą, to nie chce im się ruszyć. Zimno, ciemno… lepiej siedzieć w domu. A ja mam świeże powietrze, wyjście na zewnątrz i swój świat przyrody.
  • Sensowne planowanie obowiązków towarzyskich. U mnie zawsze było oczekiwanie, że będę na dwóch wigiliach. W efekcie ta pierwsza zaczynała się wcześnie, a ledwo człowiek zdążył zjeść, już musiał gnać na następną (do innego miasta), gdzie wszyscy czekali głodni. Każde spóźnienie było komentowane i wytykane. To była kosmiczna dawka stresu – samo patrzenie co chwilę na zegarek zabijało jakikolwiek sens i radość ze spotkania.

    Po ciężkich bojach jeżdżę na jedną wigilię – raz do jednych, raz do drugich. Ponieważ spotkało się to z niezadowoleniem, jeden rok nie pojechałam nigdzie (jak się nie umieją dogadać, to nikt nie będzie mnie miał przy stole). To ostudziło komentarze, a ta wigilia była najlepszą w moim życiu. W pluszowym szlafroczku, z kotami, serialem i czipsami.
  • Prezenty – ja tego nie mam, ale wiem, że niektórzy nie lubią rozpakowywać prezentów przy innych. Tu wystarczy poprosić o osobny pokój i tam zobaczyć podarek lub zaserwować tradycyjny teatrzyk och jakie to piękne, dziękuję, obejrzeć dwa razy i odłożyć do pudełka. Tu nie chodzi o to, że ludzie z autyzmem są niewdzięczni – doceniam to że ktoś się starał i chciał mnie obdarować, a zrobił to jak umiał. Ale niekiedy prezent sprawia dyskomfort, jest przykry w moim świecie lub może spowodować meltdown. A tego nikt nie chce.
  • Jedzenie. Temat rzeka… Zjedz 12 potraw, skosztuj ciasta od cioci Ani bo będzie jej przykro, przecież się napracowała i zjedz mięsko, raz w roku możesz, a także kutia i kompot z suszu, tylko raz w roku, przecież możesz spróbować.

    Nie. Nie mogę.

    Metody są dwie – konsekwentnie odmawiać tego, czego nie chcemy jeść – jak trzeba to po kilka razy i do znudzenia, a jak nałożą na talerz – nie ruszać. Druga – przynosimy swoje, akceptowalne żarcie (uszka w barszczu ble, ale jajko spoko? Przychodzę z gotowanym jajkiem i proszę o wrzucenie na talerz). I jem ile chcę i na ile mam ochotę. Jak jest duży upór zabieram w pakiecie do domu te wszystkie ciasta, które mam spróbować. Wilk syty i owca cała.

    A tak w ogóle to myślę że te 12 potraw to dlatego, by ludzie nie mieli poczucia winy, że w święta wpierdalają za pięciu.
  • Życzenia. Nigdy nie wiem co powiedzieć innym… ich świat jest tak odległy, że to, co ja bym chciała dostać, jest tym, czego oni w życiu by nie chcieli. Czego im życzyć? Wpisać się w schemat. Zdrowia. Żeby ten następny rok był lepszy. Żebyśmy mogli się spotkać za rok w tym samym składzie. Życzenia można personalizować jeśli wiemy jakie kto ma zainteresowania i hobby – wielu pięknych wyjazdów, nurkowania na rafie, powodzenia w nowej pracy itp. W sumie nigdy nie wiem czy neurotypowi oczekują czegoś konkretnego, czy chodzi po prostu o podtrzymanie tradycji.

  • Uściski, przytulanie. Brrr… moja przestrzeń osobista jest dla mnie ważna. BARDZO ważna. Wtargnięcie w nią gwarantuje melta. Niestety w święta wszyscy rzucają się na wszystkich. Bo dla nich dotyk jest miły.

    Na obściskiwanie jest jedna metoda. Jak zwykła prośba, by tego nie robić, nie zadziała – na wstępie zakomunikować, że coś mnie bierze, więc ode mnie z daleka. Tylko nie mówcie, że to covid, bo bardziej lękliwa część rodziny będzie mieć spaprane święta. Czasami, jak już nic nie działa (a co tam katar, chodź, niech cię uściskam!) wyłączam się. Dysocjuję. Przez chwilę na miejscu jest tylko moje ciało, a umysł pływa gdzieś daleko.

Są rodziny, które zaakceptują to, że ktoś jest inny i ma inaczej. I konieczność wyjścia na chwilę i posłuchania muzyki nie spowoduje gremialnego oburzenia i focha, że nie wypada i w ogóle

Są też takie, gdzie ten foch pojawia się przy każdym odstępstwie od czyjejś wizji świąt. Czy ty nawet na święta nie możesz ubrać się jak człowiek? (a ubrałam się jak zwierzę?). Czy wy zawsze musicie się spóźniać? (Jak zapieprzamy z innego miasta, w śniegu i koszmarnych warunkach drogowych, to tak). Chociaż w wigilię zachowuj się jak należy – w domyśle jedz to co inni, nie marudź na lampki na choince itp. (a kto określa co należy a co nie? Bo zachowuję się jak należy… w aspergerowym świecie).

W takich domach warto podać wymówkę do zaakceptowania dla neurotypowych. Choroba (przeziębienie umożliwia odpoczynek w spokoju i brak uścisków, problemy żołądkowe zwalniają z jedzenia wszystkiego co trzeba / wypada). Ból głowy (wyklucza z konwersacji i ułatwia zwinięcie się przed czasem). Wigilijne spotkanie z przyjaciółmi (już naprawdę muszę wyjść).

W sumie tak, zachęcam do kłamstwa tam, gdzie nie ma szacunku dla odmienności i innych potrzeb drugiego człowieka. Dla obrony własnych granic i zdrowia psychicznego. Lepsze moim zdaniem małe kłamstewko niż trzy dni meltdownu.

Nie wiem co jeszcze – piszcie w komentarzach jak czegoś brakuje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: