2 lata po diagnozie Aspergera

2 lata temu, gdy dostałam diagnozę Zespołu Aspergera (nagle i zaskoczenia), nawet nie przypuszczałam, że zaprowadzi mnie w to miejsce, w którym teraz jestem.

Zmian jest całkiem sporo i wiele z nich wciąż się dzieje, więc moja wycieczka z Hansem Aspergerem trwa i nie ma się, póki co, ku końcowi.

Z pozytywów:

  • Właściwie skończyły się ataki paniki, które gnębiły mnie latami. Codziennie, po kilka lub kilkanaście, potrafiło uprzykrzyć życie niesamowicie i zamienić go w koszmar.
  • Skończyły się myśli samobójcze, które – podobnie jak panika – były regularnie obecne w mojej głowie. Teraz więcej we mnie ciekawości co będzie, jak się to zmieni, jak będzie wyglądało za jakiś czas? Życie na moich zasadach zaczęło mnie ciekawić.
  • Lęk jest cały czas obecny, ale uczę się go opanowywać lub racjonalizować. Już wiem, że atakuje ze zdwojoną siłą, gdy jestem zmęczona lub kończą mi się zasoby na ogarnianie rzeczywistości. Dlatego też…
  • Całkowicie zmieniłam moje życie. Zniknęła pogoń za osiągnięciami, zniknęły próby dopasowywania się, życia i robienia tak jak inni. Nie obchodzi mnie jak mają inni. Już wiem, że potrzebuję dużo odpoczynku, by nabrać energii, bo szybciej się ona wyczerpuje. Wiem, że „lenistwo” intelektualne jest mi potrzebne i nie należy go piętnować. Kiedyś byłam perfekcjonistką, teraz słowo wystarczająco dobrze jest na stałe w moim słowniku.
  • Nauczyłam się, że inaczej patrzę na świat i nie ma w tym nic złego. I że innym czasem trzeba wytłumaczyć, że widzę inaczej; podobnie jak poprosić o wytłumaczenie, jak oni to widzą.
  • Przestało mi być wstyd za to kim jestem. Chociaż to uczucie czasami powraca, ale nie w takim morderczym natężeniu jak kiedyś i znacznie rzadziej.
  • Nie cisnę bezwarunkowo na bycie w relacji, nie staram się za wszelką cenę ich utrzymywać. Kiedyś to ja dbałam o odezwanie się, zapytanie, bycie w kontakcie. Teraz odpuszczam. Część relacji szlag trafił, część została. Jest ich mało, ale za to mają większą wartość i głębię. Spędzam dużo czasu w samotności, w kontakcie z przyrodą i rozkoszuję się nim. Przekonanie że człowiek jest wartościowy tylko wtedy, gdy ma wianuszek znajomych, wsadziłam między bajki. Samotność również jest dla mnie wartością. Lubię ją.
  • Nie szukam już grupy do której mogę przynależeć. To nie ona mnie definiuje. Definiuję się sama.
  • Nauczyłam się bronić swoich granic, bo wiem, że ich przekroczenie jest jednoznaczne z meltdownem – a tego nie lubimy. Odmawiam, bez obawy o odrzucenie, bo znam konsekwencje zgody na coś, na co nie chcę się zgodzić (ale wypadałoby). Tłumaczę, że są rzeczy, które dla mnie są trudne lub niemożliwe, chociaż wielu nie poświęca im nawet przelotnej myśli. Asertywnie dbam o swoje zdrowie psychiczne i poczucie harmonii – nie boję się już zranić kogoś odmową, wolę nie ranić siebie spełnianiem cudzych oczekiwań. Dotychczas było na odwrót.
  • Skończyłam z myśleniem o sobie jak jednostce chorej (na depresję, na zaburzenia lękowe, na nerwicę, na spektrum autyzmu i chuj wie co jeszcze). Nie jestem chora. Jestem inna. Ale w tej inności nie ma nic, co wskazywałoby na jakiekolwiek zaburzenia. Po prostu tak przeżywam wydarzenia jak przeżywam. Taki mój urok. Co ciekawe, dało mi to poczucie sprawczości i uspokoiło. Jak człowiek jest chory, to nic nie może z tym zrobić. Vis maior. Jak jest zdrowy, ale inny, to może wiele.
  • Nie patrzę już na świat z perspektywy pokrzywdzonego dzieckaniech się zmieni, żeby mi było w nim dobrze! Nikt nie akceptuje moich ograniczeń! Niech w końcu ludzie staną się logiczni i przewidywalni! Staram się spojrzeć na możliwości, które daje rzeczywistość, traktując to, co jest, jako warunki zastane. Przestałam czuć się sfrustrowana i skrzywdzona przez życie, co w początkowych etapach po diagnozie było częste.

Z minusów:

  • Świadomość tego, że nie potrafię czegoś i nigdy się nie nauczę, bywa trudna. Chciałabym to znać. Chciałabym to umieć. Ale jest poza moim zasięgiem, chociaż nie wiem jak bardzo się będę starać. To przykre.
  • Rzeczywistość wymaga ciągłej obserwacji i monitorowania emocji. Bardzo łatwo przeoczyć sensoryzmy, przesadzić z kontaktami społecznymi lub obowiązkami. To prowadzi do załamania – do meltu, z którego wstaje się godzinami lub dniami. Ciągłe życie w swojej głowie męczy.
  • Nie umiem wciąż poradzić sobie z wieloma rzeczami. Z lękiem, który wyskakuje jak diablik z pudełka, podrzucając mi przed oczy drastyczne obrazy. Z gonitwą myśli, która nie pozwala mi spać po nocach. Z eksplodującą złością, gdy ktoś zalewa mnie bodźcami, których nie jestem w stanie ogarnąć. Z oczekiwaniem na wydarzenia, co nakręca napięcie i czarne myśli. I pali mnie na popiół.
  • Ciągle niechcący robię sobie krzywdę, gdy zmieniam dokładnie zaplanowane rzeczy, bo wydaje mi się, że moje ograniczenia zniknęły, albo że jakoś to będzie. Zazwyczaj nie bywa. Nie umiem się nauczyć tej dyscypliny, bo tęsknię za spontanicznością.
  • Kontakty z ludźmi i zaplanowane wydarzenia, które wyrywają mnie z mojego ułożonego świata, wciąż są (i pewnie będą) powodem do lęku i stresu. Mimo że mam przekonanie, że jakoś to będzie i sobie poradzę, zawsze urastają do rangi wielkiego stracha, który skutecznie zmusza mnie albo do wycofania (gdy coś jest nieważne), albo do przełamywania lęku (gdy jednak chcę lub trzeba). Mam wrażenie, że to wracanie do dawnych schematów – coś w głowie mi się przełącza i już nie ma żadnej racjonalnej argumentacji, nie ma uczenia się z doświadczenia i rozładowywania stresu dobrym planowaniem. Jest czysty lęk.
  • Znalezienie równowagi między aktywnością i wycofaniem nie zawsze się udaje. Często reaguję za późno, gdy jestem już zbyt zmęczona by się ogarnąć.

Czy żałuję, że zdecydowałam się na diagnozę spektrum autyzmu i dostałam pozytywny wynik? Nie. Dzięki temu mam wiedzę jak żyć, by nie robić sobie krzywdy i w zgodzie z moimi potrzebami.

Czy zrobiłabym to jeszcze raz? Z pewnością. Moje pogmatwane życie wreszcie znalazło jakiś klucz. Rozplątał się wielki węzeł w pojedyncze sznurki do ogarnięcia.

Czy chciałabym być neurotypowa? Nie. Asperger to mega ciekawy świat, pełen odmiennych doznań, innego spojrzenia, niesamowitych fascynacji i wyjątkowego piękna. Nie widzę powodu dla którego miałabym z niego zrezygnować (nawet jeśli by się dało).


Ciekawi mnie co nastąpi, gdy optymistyczny etap minie. I kiedy minie.

Mam nadzieję że nieprędko.

10 myśli na temat “2 lata po diagnozie Aspergera

Dodaj własny

  1. Mam wrażenie, że jednak tych plusów jest więcej niż minusów.
    A że czegoś tam nie możesz…
    Wiesz.
    Ja np. nie umiem tańczyć, bo mam kiepską koorydnację psychoruchową. Po polsku mówiąc: ruszam się jak krowa na łyżwach. Machnęłam na to ręką, na szczęście muzyka taneczna nie jest w moim guście. Nie umiem też rysować. No nie potrafię. A lubię. To rysuję dla siebie. Bazgram, maluję, koloruję… Nie umiem też czytać między wierszami, nie tak od razu w każdym razie, jak ktoś chce żebym zrozumiała musi mówić wprost. Nie umiem też w dyplomację…
    Każdy z nas czegoś nie umie. I to, co dla jednego jest bardzo ważne, dla drugiego jest kompletnie bez znaczenia.
    20-30 lat temu sądziłam, że na świecie jestem tylko ja jedna, takie dziwadło. A potem odkryłam, że każdy, absolutnie KAŻDY ma coś.
    Dobrze, że nauczyłaś się słuchać samej siebie, pilnować własnych granic i ograniczeń.
    Mam nadzieję, że teraz będzie już coraz lepiej.
    Kupiłam książkę, tę o lęku.
    Jak nie czytam takich rzeczy… Dobra jest.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Dziękuję za Twojego bloga. Nie mam diagnozy, ale wszystko, o czym piszesz pasuje do mnie praktycznie w 100%. Wspaniale, że piszesz o książkach, bo właśnie od kilku dni szukam zawzięcie literatury, która mogłaby mi pomóc funkcjonować w tym świecie.
    Pozdrawiam ciepło 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Po tym okresie diagnozy, nie zwiększyła Ci się obawa, że ciężko będzie Ci być w relacji z chłopakiem, mężem, że masz ograniczenia, których się nie da zmienić, mianowice np reagowanie emocjonalne i wspieranie, rozpoznawanie potrzeb partnera oraz elastyczność, żeby coś zmienić jak w związku się coś sypie lub rutyna trwa zbyt długo?

    Polubione przez 1 osoba

      1. To super, jedynie można pogratulować takiego stażu w związku, bo wielu osób z ASD ma problem i jest samych i nawet teraz neurotypowi, mają coraz większy problem.

        A też po tej diagnozie zaakceptowałaś, że meltdowny i okresy depresji są nieuniknione ze względu na wrażliwszy układ nerwowy?

        Polubione przez 1 osoba

      2. Tak. Meltdowny są nawet potrzebne, bo rozładowują emocje, których nie potrafimy rozładować inaczej. Co do depresji nie wiem czy jest nieunikniona. Jeżeli oczekujesz że świat się do Ciebie dopasuje i wszyscy uznają Twojego aspergera – to tak. Jeśli traktujesz rzeczywistość jako coś zastanego, warunki na które nie masz wpływu (tak jak np. pogode) – to nie.

        Polubione przez 1 osoba

  4. Też czytając Twoje artykuły mam wrażenie jakby nauka dla Ciebie nowych rzeczy, zdobywanie wiedzy, poszerzanie kompetencji zawodowych była łatwa, jakbyś zapamiętywała szybko i szybko umiała tą wiedzę zastosować.

    Ja się np zastanawiam, bo mi nauka nowych rzeczy, poszerzanie wiedzy przychodzi ciężko, czy jest to moje ograniczenie Aspi, że nie mam takiej inteligencji, albo brak elastyczności i niechęć do zmian powoduje to, tak sam jest z nauką na błędach jakbym cały czas kręcił się jak chomik?

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑